Chyba większość odwiedzających Salon, niezależnie od wyznawanych poglądów, zgodzi się z twierdzeniem, że nasza polityka jest marna. Moim zdaniem jednym z bardziej dokuczliwych przejawów tej marności jest oderwanie polityki od realnych problemów kraju. W każdym kraju uprawianie polityki składa się polityki realnej i teatru politycznego. Nasz problem polega, że proporcje polityki realnej i teatru politycznego są nadmiernie przechylone na rzecz tego drugiego.
Pod pojęciem polityki realnej rozumiem załatwianie konkretnych spraw jak budowa autostrad, zarządzanie finansami publicznymi, usprawnianie administracji, wykorzystywanie środków unijnych czy uzdrawianie służby zdrowia. Teatr polityczny to natomiast niekończące sie dyskusje i polemiki nie prowadzące do żadnego efektu.
Polscy politycy uwielbiają teatr polityczny: każdy z nich chętnie wystąpi w telewizji i z przyjemnością skomentuje wcześniejsze wystąpienie swoich adwersarzy. To łatwe, proste i przyjemne, zwłaszcza gdy ma się dar wymowy lub talent do bon motów.
Wic polega na tym, że te dyskusje nie popychają żadnej sprawy do przodu, a wydaje się też, że również nie bawią publiki. Frekwencja wyborcza zdaje się na to wskazywać.
Czy my wyborcy możemy coś z tym zrobić? Myślę, że powinniśmy starać się przekazać politykom message, że ich teatr nas nie bawi, aktorzy z nich kiepscy, a sztuka marna. Że oczekujemy od nich załatwiania spraw.
Widzę tu dużą rolę dziennikarzy. To oni - w naszym imieniu - zamiast pytać: "Panie pośle, jak pan skomentuje wystąpienie posła...?" powinni pytać (w zależności od stanowiska odpytywanego): jak idzie budowa autostrad? czy wykorzystaliśmy wszystkie dostępne środki unijne? itp.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)