Czytanie coraz dziwaczniejszych teorii na temat "ratowania gospodarki" przyprawia mnie o mdłości. Takie szkolne, przedegzaminacyjne przykre uczucie, gdy wsłuchujac sie w rozmowy kolegów i koleżanek traciłem pewność siebie i swojej wiedzy. Teorie o konieczności manipulowania stopami, pompowania pieniedzy w banki i inne pomysły sprawiają, że zaczynam watpic w swój zdrowy rozsądek dokładnie tak jak dawniej w informacje nabyte z książek.
Bo wiem że wystarczyłoby zdjąć ograniczenia predkości z dróg pozostawiając ludziom decyzje czy opłaca im sie ryzykować zabójstwo(i samobójstwo)na drodze, co nic przecież nie kosztuje, a przepływ towarów i usług odbywałby sie dużo prędzej. Za tym poszedłby szybszy obrót gotówki. Jeśli kierowcy oszczędziliby dziennie zaledwie 10minut, to 10milionów polskich kierowców(wliczając w to tirowców) oszczędziłoby w ciągu roku 600milionów roboczo-godzin. Bo przecież czas ten mogliby spedzić na pracy. 600mln x 10zł średniej polskiej płacy daje 6mld złotych rocznie na plus. Większa wypadkowość? Tere-fere.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)