Meksyk przez lata opanowany był przez jedną monopartię, pogrupowaną na człony zwalczające się wzajemnie w sposób bliźniaczo podobny do Polskich Partii w Telewizorze. Egzystencja tych grupek, jako żywo odwalających "meksykańską telenowelę" przez niemal pół wieku, możliwa była dzięki "obsiedzeniu" meksykańskiego monopolisty naftowego. Oczywiście państwowego, żeby było prościej. Rzecz jasna sumki jakie żywiły "elyte" meksykańską znacznie przekraczają te, jakimi żywią się nasze szychy żłopiące miodek z KGHMu, energetyki czy "ratowanego" przez ostatnich dwadzieścia lat górnictwa. Podobieństwa są jednak ogromne. Najsilniejsze jednak powinowactwo łączące tą latynoską republikę z polską prowicnją Uniokołchozu jest... istnienie polityki wyłącznie w telewizji. Stąd w Meksyku nazywa się tego molocha "Partią Telewizyjną". Polacy stopniowo orientują się już, że różnice pomiędzy PO, PiS czy Sld sprowadzają się do nazewnictwa. Bo okupację czasu antenowego mają identyczną. Zapewnie nie za darmo. Ktoś przecież kręci tym bajzlem. Skoro ktoś potrafił zaprząc w jednym celu zwykłych bandytów, prokuraturę, policję, polityków i zapewnić milczenie mediów przez tyle lat - chodzi oczywiśćie o zabójstwo Olewnika - to jasne jest, że to ani politycy, ani media, ani już tym bardziej śmieszne gangi czy żałosne prokuratury tutaj nie rządzą.
15
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze