W sobotę przeczytałem w "Wyborczej" wywiad z niejakim Stanisławem Opielą, jezuitą, pod tytułem "Jak żyć, katoliku?". Abstrahując od innych fragmentów tego skądinąd dobrego wywiadu spieszę donieść, że indagowany zakonnik doskonale sformułował to, co powinno stanowić zasadę działania kościoła katolickiego (i wszelkich innych grup religijnych) w przestrzeni państwowej. Oto najciekawszy fragment:
"[GW:] Przecież Kościół nie kieruje się złą wolą, gdy próbuje mówić Polakom, jak powinni żyć. Nie ma nic złego w dekalogu ani w tzw. wartościach chrześcijańskich.
[Opiela] - Jedyny problem z wartościami chrześcijańskimi polega na tym, że nie umiemy ich precyzyjnie sformułować i skodyfikować. A więc nie mogą być państwową ustawą. Dekalog ma ulepszać człowieka, a nie kraje czy narody. Głos Kościoła nie powinien być rozstrzygający przy stanowieniu prawa państwowego. Rolą tego prawa jest organizowanie współżycia międzyludzkiego. [podkreślenie mk]
Bardzo bym chciał, by obywatele Polski byli moralni. Ale prawo nie może zajmować się moralnością. Ma nie pozwolić, by jeden człowiek nastawał na drugiego, jedna grupa na drugą.
Kościół jest oczywiście przeciwko aborcji. Lecz przede wszystkim, zamiast dyktować treść państwowych ustaw obowiązujących wszystkich obywateli, ma tak formować obywateli wierzących [podkreślenie mk], by z prawa do aborcji nie korzystali."
O to to. I żeby nie było, to powiedział ich człowiek.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)