Tak sobie czytam o zawieszeniu posła Zalewskiego i sobie myślę.
Prezydent i premier Kaczyńscy mają bardzo zawężone pojęcie lojalności. Myślą oni, jak sądzę, następująco: „kto krytykuje, jest przeciw nam; jeżeli jest od nas i krytykuje, również jest przeciw nam, więc jest nielojalny". Tymczasem rację ma Zalewski, mówiąc, że był zawsze, również w swoim postępowaniu wobec minister Fotygi i szczytu brukselskiego, „nadlojalny". Otóż, lojalność, zwłaszcza wśród przyjaciół, ale nie tylko, polega także na krytyce tego, co jest szkodliwe dla osoby, na której nam zależy, grupy, czy środowiska, którego jest się częścią. To zrobił, moim zdaniem, Zalewski, próbując poznać szczegóły działania oraz rzekomą treść brukselskiego porozumienia osiągniętego przez interaktywne trio prezydencko-premierowsko-ministerskie. Prezydent i premie od razu posła, bez choćby próby analizy jego racji, wycięli. Ośmielił skrytykować? Skonfundował minister Fotygę? To znaczy, że nie jest nam - w przeciwieństwie do Pani Minister - wierny. Won. Nie potrzebujemy takich krytykantów.
Szkoda tylko, że krytyka, na którą obaj arcypanowie są głusi, jest w znacznej mierze słuszna, a dotyczy obszaru, co do którego mam jedną obawę. Że po zakończeniu obecnej kadencji Sejmu i ewentualnej zmianie rządu już nie będzie czego sprzątać. Politykę zagraniczną i pozycję międzynarodową Polski trzeba będzie budować od początku. I miejmy nadzieję, że ktokolwiek będzie jeszcze chciał z nami rozmawiać.


Komentarze
Pokaż komentarze