MARCIN PROBUS MARCIN PROBUS
38
BLOG

LISTA TYPKÓW, CZYLI O GALARECIE, KTÓRA CHCE ZOSTAĆ KISIELEM

MARCIN PROBUS MARCIN PROBUS Polityka Obserwuj notkę 0

Znów wylała galareta. Bulgocząc bąbelkami z własnego zapowietrzenia ponownie wykipiał różowy zacier. Kto miał nadmiar wolnego czasu, ten czytał już listę typów Naczelnego w numerze Gie-Wu sprzed dni dziewięciu. Ta lista osób do (na razie) duchowego tylko rozstrzelania przypomina jednak jedynie słabą – w porównaniu do błotnistych wyziewów z przeszłości – erupcję stygnącego raczej wulkanu. Coś stale się gotuje pod skorupą i musi na gwałt znajdować ujście, ale siła rażenia już nie ta co dawniej. Różowa magma nie jest już groźna, chyba, że trawi nas lęk przed nagłym pęknięciem przepony ze śmiechu. 

Ale po pierwsze: Fajnie byłoby być na tej liście. Chociażby dlatego, że jest tam Janek Pospieszalski.

I po drugie: Galareta pragnie przywłaszczyć sobie coś kisielowego. Dlaczego nie wymyśli sobie czegoś własnego (np. „listy młodych gnojów i starych gnojów”), tylko kopiuje osobę, przez siebie nie lubianą, która bezbłędnie rozpoznała czym Galareta jest naprawdę (odpowiedni cytat z „Młodej Polski” 1991 w Wikipedii). Czy Kisiel znalazłby się na liście Galarety, gdyby żył? 

I jeszcze po trzecie: Dziękuję. Do tej pory przeczuwałem tylko takie zestawienie (z wyjątkami, oczywiście). Teraz już wiem na pewno. Ale gdzie jest Cejro? Pogalopował na brunatny dziki Zachód?  

No i po czwarte: A gdzie się podział Król Lew, czyli Hakuna Matata? Czy Robertowi nie będzie aby smutno samemu? 

A w końcu po piąte: Ileż to cywilnej odwagi trzeba mieć, żeby napisać, że się nie lubi Bronisława Wildsteina!  A co na to tropiciele antysemityzmu?  

A poniżej moje typy.

Że co? Nie wolno mi? Jeśli wolno było Kisielowi i Galarecie, niech wolno będzie i takiemu Budyniowi, jak ja. Nie przewidziała ona, że znajdzie grono naśladowców? No, to niech wie, że jest jeszcze przynajmniej jeden na tym świecie:   

Galareta, Gminny lub Powiatowy, nie pamiętam dokładnie (chodzi o tego młodzieniaszka z telewizji i radia), Goombay Dance Band, Jakiś facet, który wytarł w moje ubranie kebaba w tłoku na peronie w metrze w Berlinie (linia U2, stacja: Friedrichstrasse – ostrzegam na wszelki wypadek!), Jamniczka teściowej, Jedna z byłych, Joker z Batmana, Kaczor Donald, Marcin i Tomek, aha, no i Kasia, oczywiście, Miś Colargol, Mucha, Rodzina Brada Pita (zwłaszcza brat), Trener Leo Benhuła (nazwisko przepisałem ze słuchu, reklamacje proszę kierować nie do mnie), Wałek, no i Wołek, Wokalista Coldplay. 

I co? Że niepoważne? To znaczy, że udało mi się wiernie oddać ducha oryginału. Tak niewiele dziś trzeba, żeby zostać klasykiem.

Jestem żonaty, dzieciaty i wysoki, a w poglądach konserwatywny i gospodarczo liberalny, noszę okulary i golę się raz na tydzień (czasami częściej).

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka