Przedstawiony nam w miniony weekend, porażający swą logiką oraz zdradzający światowy wychów, a dotyczący m. in. prezesa PiS, wywód posła Najjaśniejszej Rzeczypospolitej o miłym każdemu psu nazwisku, zawiera pewne ryzykowne uogólnienie. Otóż przesłankami domniemanego homoseksualizmu Jarosława czy też – jak chce Palikot (ang. Burncat) – Jarosławy Kaczyńskiej, jest jego (jej?) stan bezżenny oraz badania medyczne nad bliźniakami, wykonywane wprawdzie na kimś innym i bliżej nam nie znane, ale będące jak najbardziej badaniami „naukowymi” i nie należy wątpić, że poseł – zanim usiadł do komputera – przestudiował je na wylot, a może nawet przemyślał.
Gdyby poseł chciał zaspokajać swe pisarskie chucie nieco spokojniej, pewnie wpadłby też i na to, że wywód swój podeprzeć mógł także zacytowaniem autorytetu, za jaki – przynajmniej w oficjalnych wypowiedziach platformersów – uchodzi w PO pan Lech Wałęsa, będący w dodatku – w odróżnieniu od przedstawiciela lubelskiej elity – prawdziwym mędrcem. Otóż ówczesny prezydent Rzeczypospolitej był uprzejmy zaprosić onegdaj do siebie „Lecha Kaczyńskiego z żoną a Jarosława z mężem”. Szkoda, że nie zacytował gdańskiego klasyka, bo przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie wątpiłby nieomylność słów kogoś, kto jak Wałęsa, świetnie zna się na ludziach i doborze współpracowników, a poza tym nosi znaczek, stuprocentowy certyfikat moralności.
Ale Burncat Wałęsy nie zacytował, ryzykownie opierając się tylko na własnych siłach. A kto jest dobry w wódkach, ten jest też dobry w bełkocie. Stosując logikę żołądkowego zgorzknialca, opartą o sugestię, że drugi z bliźniaków jednojajowych ma większe szanse na zostanie homosiem, powiedzieć można byłoby też, że wśród mężów rozchodzących się z żoną, odsetek homoseksualistów też jest większy niż wśród np. wiernych mężów jednej żony. A stąd już tylko krok, aby stwierdzić, że Janusz Palikot może być też Januszą Palikotą. Ale to już nie moja sprawa, niech wątek ten pociągnie dalej np. Jacek Kurski, albo inny buldog z PiS-u.
A gdyby Burncat zapytał mnie: „Te Probus, a co cię w ogóle obchodzi moje życie prywatne?”, odpowiedziałbym, że w sumie nic, ale jeżeli ktoś chodzi w koszulce z napisem „jestem gejem”, no i sam bez ogródek zajmuje się grzebaniem pościeli innych – nie odróżniając przy tym zakompleksionego starego kawalera (i religijnego człowieka) od pedała – musi się liczyć z tym, że inni też chcą być takimi palikotami i pogrzebać sobie w pościelach.
A tak naprawdę, powiedziałbym, że Burncat ma rację: to jest ohydne.
Marcin Probus
Poza tym, prezes PiS będąc jakoby homoseksualistą oraz równocześnie kobietą („Jarosławą”) jest więc zatem chyba raczej… lesbijką. A skoro tak, za pewnik przyjąć należy, że lubi tylko... dziewczyny. A zatem w tej dziedzinie wszystko z nim OK.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)