marek.w marek.w
42
BLOG

Wojna w Jemenie - polityka i strategia

marek.w marek.w Polityka Obserwuj notkę 1

Gdy 2 miesiące temu napisałem tekst -https://www.salon24.pl/u/marek-w/1515471,niezwyciezeni-huti-z-jemenu, w miarę trafnie oceniłem rozkład sił przed wojną, popełniając tylko jeden, za to zasadniczy błąd. Po prostu fatalnie nie doceniłem stopnia upadku sprawności militarnej Arabii Saudyjskiej, jak też ogółu Arabów. Okazało się, że do dawnych legendarnych "wojowników pustynii" można porównać tylko oddziały Huti, dosiadające "rumaków" rodem z Toyoty.  Pozostali Arabowie na czele z Arabią Saudyjską kolejny raz się zbłaźnili.

Gdy wojownicy Hutich w klasycznym blitzkriegu zajęli wybrzeża cieśniny Bab al-Mandab, blokując jeden z najważniejszych światowych szlaków żeglugowych, a przy okazji rozpędzając oddziały podległe rządowi Jemenu w Adenie,  Książę Arabii bin Salman pojechał w rajd po swoich sojusznikach w poszukiwaniu pomocy.  Ponieważ wygrana Hutich (którzy nawet nie są normalnym państwem!) nosiła wszelkie cechy kolejnego ciężkiego wręcz globalnego kryzysu, bardzo ciekawie wyglądają reakcje kolejnych jego rozmówców, z których każdy jest mocarstwem posiadającym zdolność projekcji całkiem niezłej siły. Zacznijmy od Najwspanialszego Prezydenta Ameryki - Trump po raz kolejny postąpił podle i głupio, odmawiając wszelkiej pomocy, mimo tego, że USA mają skoncentrowane w pobliżu ogromne lotnictwo i marynarkę, aktualnie bezczynne w wyniku faktycznego rozejmu zbrojnego z Iranem. Podległy Trumpowi Pentagon mógł spokojnie wydzielić zespół operacyjny z części tych sił, nie osłabiając zbytnio reszty, tym bardziej, że zawsze można je szybko przerzucić z powrotem w razie czego... W ten sposób znów zdradził własnego sojusznika w chwili próby, tym razem najważniejszego na Bliskim Wschodzie, bo będę się upierał, że tak silne wsparcie Izraela przynosi w wymiarze strategicznym więcej szkód Ameryce, niż korzyści. W rezultacie REPUTACJA Hegemona planety doznała kolejnego ciosu i to nie tylko wśród Arabów, a samego Trumpa "życzliwi", których mu naprawdę nie brakuje, oskarżają wprost, że zwyczajnie się przestraszył kolejnego lania po tym, które dostał od Iranu. Po tej kompromitacji Ameryka długo będzie musiała przywracać dawny prestiż, wywalczony przez dekady wysiłków, ofiar i ogromnych nakładów (Pustynna Burza!)

Kolejnym był Egipt, który wprost odmówił wszelkiej pomocy, mimo że Huti faktycznie zablokowali Kanał Sueski, będący dostawcą większości dewiz. Jest to klasyczny przykład bezsilności państw Arabskich wobec zagrożeń współczesnego świata i ogólnego upadku arabskiego Islamu (jako Cywilizacji opartej na religii), ale to osobny obszerny temat. Niestety, identycznie zachowała się Europa, na zasadzie "nasza chata z kraja" i bawcie się dalej sami. Decydenci europejscy dali w ten sposób sygnał, że mimo radykalnych zmian w mentalności europejskiej, wymuszonej odcięciem się Trumpa od Europy w środku wojny z Rosją Putina, nadal reagują tylko biernie na bezpośrednie zagrożenia, nie czując konieczności wejścia do globalnej rozgrywki jako samodzielny Gracz, zdolny do projekcji siły w swoich interesach poza Europą. Inaczej mówiąc, Europa jako jedno z mocarstw globalnych nadal nie jest KREATOREM zdarzeń,  do tego musi dorosnąć.

Bin Salman, przewidując kolejną rundę starcia z Huti zawarł Przymierze z Iranem i Turcją, znane też jako Islamskie NATO, wymierzone głównie w Huti. Mimo to, przez miesiąc walk (czytaj porażek) na froncie oba regionalne mocarstwa zdobyły się tylko na groźne słowa, dołączając do reszty "serdecznych przyjaciół" Saudów. Aktualnie jesteśmy jednak świadkiem zdarzeń, które najprawdopodobniej oznaczają radykalną zmianę sytuacji. Niedawno w ramach nalotów dronów Huti na Arabię Saudyjską jeden z nich rozbił się w pobliżu Mekki, czyli miasta, gdzie stoi najświętszy meczet w całym Islamie. Oczywiście Saudowie wykorzystali okazję do oskarżenia Huti, wyznających herezję szyicką według prawowiernych Sunnitów,  o świadomą profanację najważniejszego dla Muzułmanów symbolu ich wiary.  A muszę tutaj dodać, że wojny Sunnitów z Szyitami mają już nieprzerwaną tradycję ciągnącą się przez kilkanaście wieków.

Iran i Turcja oficjalnie ogłosiły pełne poparcie dla Saudów, skierowały swoje wojska do Arabii i co najważniejsze, ogłosiły nieformalnie Dżihad, czyli świętą wojnę w obronie Mekki. Dlaczego to jest takie ważne? Po prostu po deklaracji, nawet nieformalnej,  przystąpienia do dżihadu, władzom obu krajów będzie bardzo trudno wycofać się z rozgrywki pod groźbą wielkiej kompromitacji, co szczególnie dotyczy Erdogana, czującego się Sułtanem, czyli obrońcą wiary. Warto przy okazji zauważyć, że oba te państwa nie są arabskimi, czyli tradycyjnymi sojusznikami Saudów ani nie walczyły po ich stronie choćby w Pustynnej Burzy. Podczas kadencji Trumpa Ameryka realnie straciła (sama się pozbawiła) wpływu na przebieg zdarzeń na B.W, o który tak dbali poprzedni Prezydenci.  Nic więc dziwnego, że jej miejsce zajmują  teraz inni gracze.

Jeżeli dobrze odczytuję zmianę sytuacji,  Huti stanęli wobec najgorszego wariantu wojny,  czyli walki na wyniszczenie z wielokrotnie silniejszym przeciwnikiem, w którym nawet najbardziej błyskotliwe TAKTYCZNE zwycięstwa nie zmienią ostatecznego wyniku starcia. Elitarne oddziały uderzeniowe Hutich zajmując resztę wybrzeża wyszły z gór na otwartą półpustynię, gdzie ich męstwo nie będzie miało znaczenia w walce z lotnictwem, dla którego ich Land Cruisery będą tylko bezbronnymi celami dla kierowanych rakiet. Już Rosjanie w wojnie na Ukrainie pokazali, że nawet najlepsze wojsko lądowe jest bezradne wobec kierowanych bomb szybujących, jeśli nie posiada ochrony własnego lotnictwa, a jego Huti nie mają wcale. Na dodatek władze sunnickiego Jemenu ogłosiły pełną mobilizację, której koszt z łatwością pokryją Saudowie. Jak dotąd widać, duch bojowy jemeńskich Sunnitów jest o wiele słabszy, jednak coraz liczniejsze ich oddziały będą stopniowo przeważać w myśl maksymy, że na wojnie ilość potrafi zastąpić jakość.

Osobiście jednak sądzę, że decydujący w dłuższej wojnie na wyniszczenie może mieć inny czynnik. Jak to już udowodnili Amerykanie, ciasną cieśninę mogą blokować OBIE STRONY! Prawie wszystkie irańskie dostawy materiałów strategicznych, bez których nie można toczyć nowoczesnej wojny, jak choćby amunicja, odbywają się poprzez porty na zajętym przez Hutich wybrzeżu Morza Czerwonego. Dlatego nawet jesli wojska lądowe Koalicji nie potrafią ich zająć,  wystarczy ścisła blokada samej Bab al-Mandab, aby wysechł strumyk dostaw.  Oczywiście przez lata spokojnych rejsów Huti otrzymali pokaźną ilość wszelkiego "dobra", ale nawet największe magazyny mają swoje dno, wystarczy się spytać o to znów Rosjan, którzy sprawnie opustoszyli wydawałoby się  bezdenne składy po upadłym Imperium. 

Ze strategicznego punktu  największym problemem Hutich jest brak sojuszników,  wokół nich utworzyło się kółeczko wrogów, a i większość świata wkurzona wzrostem cen na zablokowaną ropę i inne towary też szczerze życzy im złamania karku. Jedyny Iran absolutnie już nie wystarczy, skoro zmaga się z ogromnymi problemami gospodarczymi, wywołanymi blokadą Ormuzu, tym bardziej, że ta blokada jednocześnie prawie całkowicie uniemożliwia rejsy z pomocą na Morze Czerwone. Dlatego jestem przekonany, że w ciągu roku, jeśli nie szybciej Koalicja Wrogów zmusi Huti do pełnego wycofania się do swoich górskich siedzib i to w najlepszym dla nich wariancie, bo bardzo możliwe, że będzie dążyć do "ostatecznego rozwiązania problemu z Hutimi", a reszta świata wzruszy tylko ramionami.


marek.w
O mnie marek.w

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka