Zacznijmy od twardych konkretów - 30 lat temu Elon Musk zaczynał karierę biznesmena mając parę tys.$ w kieszeni, obecnie zarządza (włada) największym imperium gospodarczym w dziejach Ludzkości stworzonym przez prywatnego człowieka, wartym około 3.300 mld$. Zatrudnia w nim kilkadziesiąt tys. pracowników, bardzo wielu z nich to najlepsi światowi fachowcy w swoich dziedzinach. Dotąd regułą było, że nawet najwięksi przedsiębiorcy typu Forda czy Bezosa działali w jednym segmencie gospodarki, gdy Musk tworzy jednocześnie przełomy technologiczne i gospodarcze w wielu dziedzinach, z reguły wyjątkowo trudnych i ryzykownych.
Po powrocie rok temu z krótkiej wycieczki do świata wielkiej polityki, gdzie się niestety kompletnie zbłaźnił, znów wrzucił najwyższy bieg, konsolidując swoje spółki i wprowadzając triumfalnie SpaceX na giełdę. Co charakterystyczne, jeszcze znacznie zwiększył rozmach swoich działań i planów. O ile wcześniej jego inwestycje w nowe fabryki liczone były dziesiątkami mld$, to obecnie rozpoczyna budowę co najmniej trzech inwestycji sięgających ponad 100 mld$, nie licząc całego szeregu trochę mniejszych. Po kolei są to : Terafab, czyli fabryka najnowocześniejszych procesorów tworzona wspólnie z Intelem, która będzie się mieścić w największym budynku na Ziemi. Następnie największy kosmodrom na świecie, dla wystrzeliwania Starshipów, którego budowa rozpoczyna się w Luizjanie oraz konstelacja wielu tys. wielkich satelitów, będących centrami obliczeniowymi na orbicie, które umożliwią powstanie najpotężniejszej AI, niemającej ograniczeń w ilości energii, tak dotykającej wszelkie centra AI na powierzchni. Te satelity, jak i trzecia generacja Starlinków, dających możliwość prowadzenia bezpośrednich rozmów poprzez "komórki" bez konieczności stawiania masztów retranslacji na całym globie, mają być dostarczane właśnie Starshipami.
Niestety stare, ale mądre powiedzenie głosi, że nie istnieje pojęcie "darmowego obiadu", czyli za wszelkie sukcesy trzeba płacić. Ostatnio oglądałem wystąpienie Muska na forum G-20 i zauważyłem, jak gwałtownie się postarzał, choć ma dopiero 55 lat. Nie mam wątpliwości, że w ten sposób objawia się coraz większe wyczerpanie całego organizmu spowodowane skrajnym znęcaniem się Muska nad nim. Odbijają się dekady pracy po 12 godzin dziennie, chroniczne niedosypianie, stały stress, ciągłe kryzysy w jego coraz liczniejszych firmach, kiedy to sypiał dosłownie pod własnym biurkiem. No i nie ma co ukrywać, wspomaganie się "dopalaczami", aby zmusić organizm do jeszcze większego wysiłku. Przez te lata katorżniczej pracy praktycznie żaden z licznych współpracowników nie mógł nadążyć za jego tempem pracy i wykruszali się po kilku latach mordęgi (co prawda w zamian za to, mając w CV pracę u Muska, mogli przebierać w najlepszych ofertach pracy).
Dlatego coraz częściej zaczęto się zastanawiać, co się stanie w przypadku, gdy tak bezwzględnie zarzynany organizm ogłosi nagły strajk i zmusi Elona do przerwania pracy na krótszy lub dłuższy czas. Co gorsza, nagłe załamanie wcale nie musi dotyczyć wyłącznie fizycznych objawów! Że nie jest żadnym supermenem, niepodlegającym normalnym ludzkim słabościom, mogliśmy obejrzeć, gdy podczas krótkiej (na szczęście) kariery politycznej nie potrafił opanować osobistych demonów, ukrytych wcześniej w głębi świadomości. Na szczęście dał radę się cofnąć i powrócić do normalności (o ile geniusz może być całkiem normalny :-)), jednak tamta kompromitacja stała się groźnym sygnałem ostrzegawczym, że granica jest coraz bliżej, czego Musk najwyraźniej nie zamierza dostrzegać.
Po analizie sytuacji doszedłem do pewnych wniosków - nagłe odejście Muska, niezależnie od przyczyny, skutkowałoby ciężkim kryzysem w jego Imperium, głównie dlatego, że nie ma żadnego następcy na horyzoncie (w końcu podaż geniuszy jest mikroskopijna :-)). Na dodatek aktualnie jest wyjątkowo wrażliwy czas, gdy jednocześnie są finalizowane przełomowe, a przez to wyjątkowo trudne projekty, czyli samochód autonomiczny, Starship, Optimus, budowa całego kompleksu potężnej AI w kosmosie. Przy czym każdy z nich zapowiada prawdziwą rewolucję cywilizacyjną o trudnych do przewidzenia następstwach. Do tego można dorzucić z dziesiątek mniejszych, ale prawie równie wymagających nieustannego nadzoru projektów. Jednak sądzę, że decydujący będzie następny 2027 rok, gdy największe problemy powinny zostać rozwiązane i będzie można już spokojniej rozwijać je dalej. W końcu poszczególne firmy mają bardzo sprawne kierownictwo, które "zjadło zęby" na swojej robocie i należy się spodziewać, że potrafią dalej pociągnąć prace według wyznaczonej strategii.
Niestety, ale ewentualne nagłe odejście Elona prawie na pewno doprowadzi do załamania się niezwykle ważnego projektu dla całej Ludzkości, czyli Pierwszego Załogowego Lotu na Marsa, ponieważ wątpię, aby znalazł się jego następca, równie genialny, co wystarczająco szalony, by przejąć pałeczkę. Choćby dlatego proponuję wypić (ale bez nadgorliwości :-)) za jego zdrowie, aby harował jak najdłużej, bo muszę się przyznać, że chciałbym dożyć do tego Lotu...



Komentarze
Pokaż komentarze (9)