Jednym z najbardziej powszechnych złudzeń, wyznawanym we współczesnym świecie, jest przekonanie, że społeczeństwa zamieszkujące kraje "Złotego Miliarda" czyli żyjące w Cywilizacji Naukowo-technicznej zostały tak bardzo pozbawione instynktu agresji, jeśli nawet nie samozachowawczego, że przekształciły się w stado baranów, łatwych do zastraszenia i bezradnych wobec obcej przemocy. Tymczasem wszyscy tak myślący popełniają zasadniczy błąd, zapominając, iż CNT w swoim burzliwym rozwoju wykształciła narzędzia i procedury pozwalające rozwiązywać najtrudniejsze problemy, jak nikt inny dotąd tego nie potrafił. Nikogo już nie dziwi, że to te społeczeństwa wystrzeliwują kosmiczne rakiety, zorganizowały prawie darmowy globalny internet, a teraz budują tajemnicze IA. Było to możliwe dzięki stworzeniu zespołów najlepszych na świecie specjalistów (profesjonalistów) dla osiągnięcia zaplanowanych celów, jednak powinniśmy pamiętać, że raz stworzony mechanizm można wykorzystać do rozwiązywania wszelkich innych zadań, w tym i wewnętrznego bezpieczeństwa oraz projekcji siły na zewnątrz.
Dlatego być może te społeczeństwa, a szczególnie "przeżartej moralną zgnilizną Geiropy" są podobne do stada baranów, jednak strzegą je wysoce profesjonalne owczarki. Najczęściej są one trzymane na krótkiej smyczy, jednak czasem dostają komendę - bierz! Po prostu wykształciła się sytuacja, gdy organizacje pilnujące spokoju "stada" mają wielkie zdolności sprawcze, jednak to społeczeństwo i jego władze muszą dać zezwolenie na działanie, a to zawsze oznacza zgodę na zapłacenie niezbędnej CENY. Gdy jednak padnie taka komenda, można oglądać bardzo ciekawe historie. Tutaj przypomnę tylko o dwóch - 1. Gdy watażkowie bandyckich ugrupowań w Somali wzięli się do bardzo intratnego biznesu piractwa na wodach Oceanu Indyjskiego, przez długi czas napadali na wszelkie obce statki, zabierali je do swoich komyszy i wypuszczali wraz z załogą po zapłaceniu sowitego okupu. Mimo rozmaitych akcji dla ich powstrzymania prosperowali znakomicie, dopóki ciężko wkurzone Linie Żeglugowe przy cichym wsparciu "własciwych ludzi" nie wynajęły Firmy Najemników dla ostatecznego rozwiązania problemu z piractwem. Te Firmy urządziły rajd wzdłuż wybrzeża Somali, zjawiając się z nieoczekiwaną wizytą w bazach pirackich, gdzie w nienachalny sposób wytłumaczyły, jak to jest nieładnie urządzać polowania na obce statki. No i co się stało? Pirackie napady skończyły się natychmiast!
2. Jeszcze ciekawszy jest drugi przykład - gdy wspólnym wysiłkiem zgnieciono Państwo Islamskie, wielu co groźniejszych "rzeźników" przeniknęło do Europy korzystając z przykrywki "inżynierów i lekarzy", które europejskie władze o poprawnie politycznie przekonaniach hojnie udzielały, jako uciekinierom przed prześladowaniami. Na efekty nie trzeba było długo czekać, na pewno wszyscy jeszcze pamiętają Paryż, Madryt, potem były Niemcy i Anglia. Wszystko wskazywało na to, że spełnią się przepowiednie Ziemkiewicza, który z całym talentem i satysfakcją opisywał zgniłą Europę, choćby w "czerwony dywan, paradny krok". Tymczasem nagle wielkie zamachy z udziałem licznych zespołów skończyły się jak ręką odjął i odtąd oglądamy tylko pojedyncze akcje w wykonaniu pojedynczych fanatyków Islamu, niedziałających w jakichkolwiek terrorystycznych bojówkach. Wytłumaczenie jest proste - arabscy terroryści przekonali się na własnej skórze, że są tylko nieudolnymi amatorami w porównaniu do prawdziwych europejskich profesjonalistów, wspieranych doskonałą technologią. Po czym w Europie w temacie zorganizowanego terroru zapanowała iście cmentarna cisza...
Huti żyjący w Jemenie nie mają własnego państwa, stanowią raczej organizację terrorystyczną złożoną z wielu plemion wyznających Szyityzm. Mieszkają w górskiej twierdzy i obejmują ok. połowy ludności Jemenu, czyli niecałe 20 mln ludzi, stanowią więc naprawdę trudny orzech do zgryzienia. W zasadzie reszta świata specjalnie by się nimi nie przejmowała, gdyby nie ich ścisła współpraca, a właściwie zależność od Irańskich Strażników Rewolucji, którzy zaopatrują Hutich w broń, instruktorów (dowódców) i pieniądze. Co gorsza, tereny zajęte przez Hutich przylegają do Morza Czerwonego tuż obok niezwykle ważnej cieśniny prowadzącej na Ocean Indyjski (o wręcz barbarzyńskiej nazwie :-)), co pozwala im na coraz ciaśniejsze zaciąganie pętli na tym decydującym morskim szlaku z Europy do Azji Południowej i Wschodniej, czyli dwóch z trzech najważniejszych globalnych Centrów Gospodarczych. Korzystając z zamieszania wywołanego "krótką, zwycięską wojenką Trumpa", Huti wspierani przez Iran postanowili zamknąć Cieśninę wzorem Ormuzu i pobierać haracz za łaskawą zgodę na przepuszczenie statków, całkiem jak dawni piraci berberyjscy na Morzu Śródziemnym, którzy wydawali europejskim statkom "listy żelazne" za całkiem ładny, brzęczący "podarek".
Uwaga - dalej przy czytaniu warto otworzyć na sąsiedniej stronie mapę Jemenu, a najlepiej dodatkowo jeszcze jedną pod linkiem -https://yemen.liveuamap.com/.
Huti stanowią bardzo groźną siłę, dysponując ponad 300 tys. bojowników (choć około połowy z nich to milicje plemienne), a ciągu wielu lat wojen wygrywali regularnie z przeciwnikami, czyli Arabią Saudyjską i Sunnitami w Jemenie, a dotychczasowe naloty lotnictwa USA i Izraela niewiele pomogły. Dlatego pozostały świat, przestrzegający przepisów Morskiego Prawa, zabraniającego kategorycznie blokowania cieśnin ma do wyboru dwa wyjścia - albo się poddać i płacić haracz ze wszystkimi tego konsekwencjami w międzynarodowej sytuacji, albo zabrać się za "ostateczne rozwiązanie problemu piractwa Hutich". Dlatego powtarzam, państwa Zachodu oraz Arabia Saudyjska mają oczywiście siły do takiej interwencji, cały problem polega NA GOTOWŚCI zapłacenia związanej z tym CENY i to nie tylko w pieniądzach.
Pozornie Huti dysponujący ok. 300 tys. fanatycznych bojowników z dużym doświadczeniem, z możliwością dalszej mobilizacji oraz nieprzystępną górską twierdzą mają zdecydowaną przewagę, ale to tylko pozory. Możliwe są dwa plany wygrania z nimi wojny - plan A zakłada zdobycie nadmorskiej niziny zwanej Tihama, płaskiej i pustynnej, gdzie najbardziej można wykorzystać przewagę w lotnictwie i pojazdach opancerzonych, wraz z portami, stanowiącymi jedyny sposób zaopatrzenia Hutich, odcinając w ten sposób ich możność atakowania płynących po Morzu Czerwonym statków. Następnie wypchnięcie Hutich do ich górskich komyszy, z których nie będa mogli dosięgnąć Morza. W uderzeniu na Tihamę z północy wezmą siły podległe Saudyjczykom, z południa zaś wojsko legalnego rządu Jemenu, który po ostatnim zwycięstwie nad Separatystami z Południa kontrolue całą resztę Sunnickiego Jemenu. Na zachętę Saudyjczycy mogą spokojnie wydzielić te kilkaset mln$, czyli prawdziwą fortunę dla biednych Jemeńczyków, której sami nawet nie zauważą.
Wojska Koalicji będą liczyć ok. połowy sił Hutich, przy czym większość z nich będzie podobnymi wojownikami pustyni, tylko wspartymi przez totalną przewagę w powietrzu, czyli wsparcie lotnictwa i dronów, co w warunkach płaskiej pustyni bez żadnych kryjówek ma decydujące znaczenie. Do wsparcia najlepsze będą bomby szybujące, skonstruowane poprzez dodanie do typowych tanich bomb, jakich sterty zalegają składy każdego państwa, sprytnego dodatku mającego skrzydła i proste urządzenia naprowadzające, albo na GPS, albo na celownik laserowy. Jak to jest skuteczna broń, pokazali Rosjanie na froncie ukraińskim. Równie groźne są drony, zapeniające całkowitą kontrolę rozpoznawczą, nawet w nocy, nie mówiąc o wersjach uderzeniowych. Dość oczywista jest koniecznośść wsparcia wojsk lądowych przez wydzieloną grupę lotnictwa amerykańskiego, natomiast ostatnio Saudyjczycy przekroczyli Rubikon (wreszcie!), atakując milicje Szyickie w Iraku w odwecie za ostrzeliwanie ich instalacji petrochemicznych. Zasadniczą, ale konieczną akcją będzie wbicie Hutich w "jesień Średniowiecza" poprzez zniszczenie wszelkich elektrowni (przypominam, że bez prądu stanie im cały istniejący przemysł). Natępnym celem powinny być wszelkie rafinerie i mosty powszechne w tak górzystym kraju, co załatwi na amen wszelką logistykę i to na długo.
Plan B nastąpi po zakończeniu operacji z planu A, jeśli Hutin nadal będą chcieli walczyć. Polegać będzie na już bezpośrednim uderzeniu na ich górskie siedziby, głównie przy wykorzystaniu najemników np. z Jemenu, Somali, Sudanu i innych krajów, w których mieszka pełno ludzi, umiejących tylko walczyć, aż do skutku, czyli zawarcia Rozejmu na warunkach Koalicji.
Na koniec podkreślę, że sama akcja, choć bardzo trudna, jest jak najbardziej wykonalna, a na niezbędne uzgodnienia i przygotowania Koalicja obejmująca być może również Egipt, bardzo zainteresowany w bezpiecznej żegludze, z której czerpie tak wielkie korzyści (Kanał Sueski!), miała kilka miesięcy, bo zagrożenie było znane od dawna. Po prostu Politycy muszą zgodzić się na poniesienie koniecznego ryzyka i kosztów operacji. No nic, niedługo zobaczymy, czy mają nadal klejnoty rodzinne :-)



Komentarze
Pokaż komentarze (7)