W dotychczasowej historii lotów kosmicznych wychodzących poza ziemską orbitę panuje jeden twardy i niezmienny paradygmat - wszystkie te drogie i potężne projekty organizuje i opłaca państwo (ściślej mocarstwo, bo tylko ono posiada wystarczające zasoby finansowe i ludzkie). Kierownictwo firmy prywatnych, nawet najpotężniejszych koncernów technologicznych typu Lockheeda nigdy nawet nie zastanawiało się nad tym, ponieważ koncerny giełdowe zajmują się zarabianiem pieniędzy i wypłacaniem dywidendy, a nie "wyrzucaniem ich w kosmos." Takiego dowcipu na pewno by nie zrozumieli ich akcjonariusze. Od planowania i realizacji dalekich lotów "od zawsze" były państwowe agencje typu NASA. Zadaniem firm prywatnych było dostarczanie sprzętu i usług państwowym agencjom, na czym zarabiały całkiem konkretne sumy, co więcej nawet najpotężniejsza z nich, czyli SpaceX również ograniczała się do takiej działalności. Uwaga - jeszcze raz podkreślam, że nie omawiam tu programów orbitalnych.
Kiedy Musk na początku wieku stworzył swoje Teslę i SpaceX, przez kolejną dekadę poziom jego przychodów i inwestycji był liczony w pojedynczych mld$, w kolejnej dekadzie sięgnął dziesiątek mld$, by od kilkunastu miesięcy gwałtownie wzrosnąć do planowanego poziomu ponad 100 mld$. Przy czym, jak zwykle inwestycje dokonywano głównie ze środków zewnętrznych i były opłacane przez ludzi, którzy uwierzyli w jego geniusz. Szczególnie wyraźnie było to widać podczas gromkiego IPO na Giełdzie Nowojorskiej.Ten gwałtowny wzrost obrotów i inwestycji w dużej mierze osiągnięto dzięki ogromnemu zaangażowaniu się w dział AI, czyli budowie kolosalnych Data Center oraz chatbota Grok.
Jeszcze do niedawna działalność Tesli ograniczała się do budowy samochodów elektrycznych, zaś SpaceX do budowy i wystrzeliwania rakiet kosmicznych. Jednak od kilku lat zakres ich działalności gwałtownie się rozszerzył, Tesla rozpoczyna budowę samochodów autonomicznych i robotów Optimus, co zwiastuje kolejną rewolucję technologiczną, a nawet cywilizacyjną, natomiast SpaceX stworzyła i obsługuje sieć Starlink, rozpoczyna obsługę bezpośredniej łączności satelitarnej przez "komórki" i planuje wręcz monstrualny projekt budowy orbitalnych centrów obliczeniowych złożony z wielu tys. wielkich satelitów. Nie ma zresztą potrzeby wymieniać wszystkich rozpoczętych programów, opisałem wcześniej większość z nich w poprzednich tekstach. Dodam tylko, że Musk zawsze miał wyjątkowy rozmach w swoich przedsięwzięciach, a teraz jeszcze bardziej go wzmocnił, np. jego Starship V3 na dobre nie zaczął latać, gdy już planuje za rok zbudować V 4 o nośności na orbitę większej o kilkadziesiąt ton w jednym locie.
Niezależnie od nieuniknionych opóźnień, kłopotów, czasem porażek w swojej działalności, jasno widać ogólny trend coraz szybszego przyrostu majątku osobistego Elona i jego koncernów. Aby uzmysłowić faktyczny ich zakres, podam parę liczb - obecnie Musk "jest wart" ok. 1 biliona$ (w zależności od poziomu akcji jego firm), natomiast obie flagowe firmy ok. 3,4 biliona$. Dla porównania PKB Polski (a więc państwa mieszczącego się w G 20) wynosi 1,2 biliona$, natomiast putinowskiej Rosji (największego powierzchniowo kraju na świecie) wojującej od lat z całą Europą niecałe 2,5 biliona$! Jasno też widać, iż po kompromitującym wyrzuceniu z polityki tempo działań Elona stało się wręcz gorączkowe. Wielu poważnych analityków gospodarczych przewiduje wręcz wielokrotne zwiększenie kontrolowanego przez niego majątku w ciągu kilku najbliższych lat (pod warunkiem sprawnej realizacji wręcz karkołomnych projektów), inaczej mówiąc jego POTĘGI. Co więcej, coraz częściej mówi się o POŁĄCZENIU obu największych jego firm w jedną, którą wstępnie nazywam Musk Inc. Oczywiście nie jest to proste, choćby z racji oporu administracji, wspieranej przez "rozmaitych życzliwych", których mu nie brakuje, z drugiej strony jest to bardzo korzystne dla rozwoju potęgi USA i większość polityków dobrze to rozumie.
Można się zapytać, PO CO właściwie takie wręcz szaleńcze pomnażanie bogactwa i potęgi, stawiających POJEDYNCZEGO CZŁOWIEKA na równi z największymi mocarstwami? Czyżby wciąż było mu za mało? Chciałbym postawić tutaj tezę, która odpowiada na to pytanie. Oczywiście jest trudna do udowodnienia, choć dla mnie dość oczywista po setce tekstów poświęconych kochanemu Elonowi w ciągu tych lat. Otóż Musk postanowił złamać główny paradygmat lotów kosmicznych, mówiący, że tylko wielkie państwa są w stanie prowadzić eksplorację kosmosu,czego najlepszym przykładem był program Apollo. Jak już wiele razy pisałem, uważam, że Ego Muska napędzane kompleksem Achillesa jest większe od całej Ziemi i może go zaspokoić tylko Lot na Marsa, będący wstępem do podboju Układu Słonecznego, CO ZAPEWNI MU NIEŚMIERTELNĄ SŁAWĘ.
Oczywiste jest, że Lot na Marsa i założenie tam stałej bazy będzie znacznie droższym i trudniejszym zadaniem od Lotu na Księżyc, będącego największym dotychczasowym osiągnięciem Ludzkości w Kosmosie. Dlatego Musk wszedł w politykę, aby sprzymierzyć się z Decydentami światowego Hegemona, którzy pomogą mu w realizacji jego marzenia całą potęgą państwa, jak to było w programie Apollo. Pomylił się tu radykalnie w paru podstawowych sprawach, po pierwsze pogubił się, wręcz skompromitował w swojej próbie podboju nowego, nieznanego środowiska i wyleciał z trzaskiem, po drugie jasno widać, że państwo, nawet tak potężne jak Ameryka, zwyczajnie jest ZA BIEDNE na sfinansowanie tak ogromnego i ryzykownego planu. USA są podobnie jak ogromna większość pozostałych państw zadłużone po uszy i mają wielkie kłopoty z pokryciem normalnych wydatków budżetowych, a tu chcą je namówić do wywalenia obłędnej sumy własciwie nie wiadomo, na co (szczególnie dla normalnego płacącego podatki zjadacza chleba).
Gdy dla Muska stało się jasne, że rola państwa jako organizatora podboju Kosmosu się kończy (no, może za wyjątkiem Chin, ale i tu nie wszystko jest jasne), postanowił SAM uzyskać potęgę równą wielkim mocastwom i zastąpić je w tej roli. Powstała w ten sposób niezwykła sytuacja - wielkie kosmiczne programy wymagają wręcz kosmicznych nakładów, które na dokładkę mogą się zwrócić po wielu latach (jak dobrze pójdzie :-)) a giełdowe koncerny żyjące w rytm kwartalnych rozliczeń są całkowicie niezdolne do takiego ryzyka. Również władze państwowe, myślące terminami wyborów co kilka lat i zmagające się z coraz większym długiem, same zrezygnowały z wyścigu do potencjalnie niewiarygodnych zysków, tyle, że możliwych do zdobycia za wiele lat, czyli kadencji. Na placu boju pozostał więc JEDEN PRYWATNY CZŁOWIEK, który musi dla realizacji swojej Idei (uważanej przez wielu za zwykłe szaleństwo) zbudować najpierw potęgę technologiczną i finansową większą od państwowej, którą będzie mógł swobodnie dysponować.
Dla osiągnięcia swojego celu musiał bezwzględnie złamać swoją naturalną chęć gnania na złamanie karku naprzód, tylko wstrzymać się z całym projektem, aż przetrenuje samą technologię Wyprawy podczas budowy Bazy na południowym biegunie Księżyca no i znacznie rozbuduje swoje gospodarcze Imperium. Za to nikt i nic nie będzie mógł przeszkodzić mu w uzyskaniu sławy człowieka, który SAMODZIELNIE umożliwił Ludzkości wyjście z tej "kulki błota" lub "kolebki", jak nazywa się Ziemię i opanowanie Układu Słonecznego. Dlatego warto patrzeć na jego dalsze działania, biorąc pod uwagę jego zasadniczy cel, dla którego gotów jest zaryzykować wszystko.
Uwaga - oczywiście wielu czytelników uzna, że się bardzo interesująco mylę, biorąc zwykłe, co najwyżej spotęgowane wręcz ogólnoludzkie pragnienie zdobycia maksymalnie dużej forsy i władzy za jakiś wielki plan. Dlatego jasno podkreślam, że nie mam złudzeń, że Elon robi to dla dobra Ludzkości itp. Nie! nim kieruje inne, znacznie większe i oryginalne pragnienie POTĘGI i SŁAWY o sile znacznie przekraczającej zwykłe ziemskie "gry i zabawy w piaskownicy".


Komentarze
Pokaż komentarze (1)