Marek Błaszkowski Marek Błaszkowski
525
BLOG

Rok Darwina – rok Hitlera

Marek Błaszkowski Marek Błaszkowski Rozmaitości Obserwuj notkę 5

            Polskie media z ogromną pompą celebrują „rok Darwina” ogłoszony z okazji dwusetnej rocznicy urodzin brytyjskiego uczonego. Przy tej okazji niedostrzeżona mija rocznica urodzin innego sławnego człowieka – Adolfa Hitlera, który przyszedł na świat równo 120 lat temu. To źle. Osiągnięcia Hitlera i Darwina powinny być omawiane łącznie, gdyż Adolf Hitler wszystkich swoich zbrodni dokonał inspirowany darwinizmem. Nigdy nie powinniśmy zapomnieć, do czego prowadzi podniesienie teorii naukowej do rangi religii.

 
            Po co nam „rok Darwina”?
 
            W ostatnim dziesięcioleciu minęły setne rocznice odkrycia fizyki kwantowej i teorii względności. Nikt jednak nie celebrował „roku Plancka”, ani „roku Einsteina”. Nikt także nie robił sondaży na temat poziomu akceptacji ich teorii w społeczeństwie. Tymczasem przy okazji „roku Darwina” dziennikarzy szalenie interesuje, co na temat teorii ewolucji myśli przeciętny Kowalski. Robią też wszystko, by „Kowalskiego” do darwinizmu przekonać. Po co?
            Za tym całym rozgłosem stoją środowiska ateistyczne, którym bardzo zależy na utrwaleniu kilku mitów.
 
            Darwin, czy Wallace?
 
            Teoria ewolucji od początku była obiektem manipulacji, a zaczęło się od ustalenia, kto ma zostać „wypromowany” jako jej odkrywca. W 1858 roku przyrodnik i podróżnik Alfred Russell Wallace przysłał Darwinowi swoje spostrzeżenia, w których zostały zdefiniowane główne założenia teorii. Karol Darwin, równolegle pracujący nad tym samym tematem, w obawie, że zostanie ubiegnięty, opublikował w pośpiechu, podobno pod namową przyjaciół, dzieło „O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego, czyli o utrzymywaniu się doskonalszych ras w walce o byt”. Można uznać, że to bez znaczenia. Darwin miał lepsze znajomości i „wykiwał” młodszego kolegę, któremu należało się miano „współodkrywcy”. Nieładnie. Ale zdarza się.
            Jednak elity, które postawiły na Darwina, a Wallace’a skazały na zapomnienie, nie działały na ślepo. Od czasu Rewolucji Francuskiej wśród europejskich intelektualistów panowała moda na ateizm, a Wallace, w przeciwieństwie do Darwina, po prostu wierzył w Boga. Dlatego się nie przebił.
            Obu uczonych różniły też inne zagadnienia. Darwin uważał ludzi tzw. „dzikich” za gorszy, niższy gatunek (coś jak współczesna lewica, która uznaje chrześcijan za podludzkie ogniwo pośrednie między małpą, a Joanną Senyszyn), Wallace zaś uważał ich za ludzi.
            Karola Darwina cechowała też zadziwiająca ślepota w kwestii moralności. Wbrew oczywistym faktom twierdził on, że ludzi od zwierząt nic nie różni, jeśli chodzi o zdolność pojmowania dobra i zła. W tej sprawie Darwin wdał się w spór z innym ewolucjonistą – Thomasem Huxleyem, który dostrzegł, że ewolucja promuje agresję i samolubność, a tylko istoty ludzkie potrafią, wbrew temu, być moralne.
 
            Naukowcy są omylni
 
Poparte autorytetem nauki twierdzenie, że nie istnieje żadna specyficznie ludzka moralność, a dobre jest tylko to, co służy wytępieniu słabszych przez silniejszych, bardzo szybko przedostało się do polityki.
Ów „darwinizm społeczny” najpełniejszy wyraz znalazł w III Rzeszy, która otwarcie przyznawała się do prowadzenia polityki rasowej. W hitlerowskich Niemczech posiadane geny decydowały o tym, kto ma prawo do własności, życia, a nawet wywieszania niemieckiej flagi. Dokonywano przymusowych sterylizacji i eutanazji. Celem tej polityki było wyhodowanie „nadczłowieka”.
Jednak i Związek Radziecki był zafascynowany darwinizmem. Starano się tam wyhodować nowego, lepszego człowieka. Czyniono to, głównie manipulując ludzką psychiką, ale zabijano i prześladowano także za „pochodzenie”. Czyli za geny.
Kiedy „germański nadczłowiek” wespół z „nowym człowiekiem radzieckim” wywołali najkrwawszą wojnę w dziejach świata, ewolucjoniści przyznali, że jednak zaszła pomyłka. Rację miał Huxley. Moralność okazuje się przydatna i winna zostać obiektem naukowych dociekań.
 
Frankenstein powraca?
 
Ewolucjonista Christian de Duve uważa, że powinniśmy wziąć proces ewolucji we własne ręce. Na początek należy zredukować ilość ludzi, gdyż za szybko zużywamy zasoby naturalne. Proponuje dokonać tej redukcji przez wzmożenie „kontroli urodzeń”.
Amerykański uczony i przedsiębiorca Ray Kurzweil idzie krok dalej. Jego zdaniem powinniśmy stworzyć ludzi „ulepszonych” genetycznie, którzy żyliby dłużej, więcej zapamiętywali, postrzegali, byli obdarzeni zdolnością szybszego rozwiązywania zadań.
Kurzweil nie jest odosobniony. W USA coraz częściej dyskutuje się o stworzeniu drogą manipulacji genetycznych nowego gatunku ludzkiego. Gatunek ten miałby być na usługi armii amerykańskiej oraz milionerów, którzy za grubą forsę mogliby sobie zamówić „nieludzkie dzieci”.
A co ze starym gatunkiem? Pomysłodawcy zakładają, że nowy, doskonalszy człowiek zaopiekuje się starym. Co jednak, jeśli ta opieka będzie równie serdeczna jak ze strony germańskich „nadludzi”? Albo „postczłowiek” (tak miałby się ten twór nazywać) postanowi zredukować liczbę podopiecznych bądź ich ulepszyć? Nie trzeba tego robić siłą. Wystarczy uzależnić cenę polisy od „jakości” genów, by pod pozorami „wdrażania nauki” zaprowadzić dowolną tyranię.
 
Nie prześladować kreacjonistów!
 
Niewiele osób wie, że kiedy III Rzesza prowadziła politykę rasową, duża część świata była nią zafascynowana. Poza zwolennikami „hodowli radzieckiej” oraz upartymi konserwatystami, którzy odrzucali oba warianty.
Benedykt XVI w 2007 roku napisał, że teoria ewolucji „nie jest kompletną, udowodnioną teorią naukową”. Dobrze byłoby pamiętać o tych słowach przy tworzeniu nowych „potworów Frankensteina”. Co będzie, jeśli kolejne „dziury” w teorii zostaną odkryte dopiero, kiedy „postczłowiek” już zaatakuje Westerplatte?
Nieważne, czy kreacjoniści mają rację. Ważne, że uczestniczą w dyskursie naukowym i wytykają ewolucjonistom ich błędy. Poza wszystkim zaś ludzie ci korzystają z wolności słowa, która jest prawem każdego.
Tymczasem w USA i Europie Zachodniej krytyka ewolucji pociąga za sobą utratę katedry, zakaz publikacji, bojkot towarzyski. Nie dopuśćmy, aby te prześladowania dotarły i do Polski. Strzeżmy wolności.
 Poza tym praktyczne jest, żeby istniała opozycja w dziedzinie mogącej mieć tak wielki, niekoniecznie odwracalny, wpływ na ludzkość.
 
 
MAREK BŁASZKOWSKI

https://twitter.com/Blaszkowski_

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Rozmaitości