Te słowa wypowiedział adiutant Marszałka Józefa Piłsudskiego, generał Bolesław Wieniawa-Długoszowski gdy po suto zakrapianej kolacji trzeba było zejść po schodach. To powiedzenie zyskało dużo szerszy kontekst i oznacza dziś wszystkie takie sytuacje, gdy trzeba ponieść koszty niefrasobliwości, bezmyślności, głupoty. Generał był legendą przedwojennych salonów: ulubieniec kobiet, szarmancki i dowcipny. Do dziś jest wiele jego słynnych powiedzeń jako choćby to: „słowo się rzekło, kobyłka u płotu” gdy przegrał zakład, którego stawką było pocałowanie kobyły pod ogonem. Co prawda legenda milczy czy tę przegraną musiał skonsumować ale przecież wiadomo, słowo oficera, rzecz święta. Dziś nawet powstają prace dyplomowe studentów poświęcone Wieniawie. Sam znam taki przypadek.
Wieniawa-Długoszowski to symbol romantycznego żołnierza, kawalerzysty, ułana (ale również dyplomaty), do którego wzdychały kobiety. Faceta z poczuciem humoru i wyobraźnią. Ten typ pewnie zginał wraz z upadkiem II Rzeczypospolitej. A szkoda.
Dlaczego o tym wspominam? Ano dlatego , że szefem sejmowej Komisji Obrony Narodowej jest Stefan Niesiołowski. Jest on na przeciwnym krańcu w stosunku do Wieniawy. Chamski i nieokrzesany. Język ma raczej żołdacki niż żołnierski. Błyskotliwość wypowiedzi? Państwo wybaczą. Wieniawa zrugałby go pewnie jak psa pomimo zwierzchności cywilnej nad wojskiem. Ale darujmy sobie dywagacje o szacunku do kobiet. Armia to poważna sprawa. I tu się nasuwają pytania o dobór kadr tego państwa. Czy można powierzać kierowanie komisją Obrony Narodowej komuś kogo z równowagi może wyprowadzić słaba kobieta? Czy można takiemu komuś powierzać sprawy ocierające się o klauzule „Ściśle tajne”? Dobrze, że Polska nie jest mocarstwem atomowym bo czy wtedy czy można by mu powierzyć dostęp do teczki z kodami do odpalenia głowic? Brrr. Strach pomyśleć.



Komentarze
Pokaż komentarze