No proszę. Spadek notowań Facebook aż o47% od debiutu w maju. Minęło niewiele ponad dwa miesiące od debiutu i tak gwałtowny spadek. To prawie krach dla dotychczasowych inwestorów.
I to jest bardzo dobry sygnał. To znaczy, że inwestorów na całym świecie nie ogarnęła jeszcze całkowita lemingoza i właściwie ocenili decyzję właściciela portalu, który w kilka dni po debiucie sprzedał 15% akcji czym spowodował gwałtowny spadek ich cen na giełdzie. Na dodatek tego banki Morgan Stanley, JPMorgan Chase, Goldman Sachs wprowadzające akcje Facebook na giełdę po tej decyzji właściciela powiedziały inwestorom coś co można ująć w zdaniu: „what sou see what sou get”. Czyli w dowolnym poetyckim tłumaczeniu: „walcie się palanty”. Po prostu koniec kapitalizmu w świetle reflektorów i kamer.
Giełda dla ludzi urodzonych w świecie wolnorynkowych idei to jest rzecz święta. To znaczy, że nie zginęli jeszcze wszyscy Mohikanie i są tacy, którzy pamiętają, że w obrocie publicznym rola właściciela podmiotu jest szczególna. Jest on gwarantem stabilności cen akcji i rozwoju firmy. Zachowania Zuckerberga potwierdzają, że pojawiające się tu i ówdzie informacje o tym, że u zarania dziejów portalu wykiwał swoich wspólników wcale nie były wyssane z palca. Takim zawodnikom się nie ufa i lepiej zawczasu pozbyć się kontaktu nimi zanim cena akcji nie zejdzie poniżej linii bezpiecznego zanurzenia statku.
Najnowsze satelitarne zdjęcia potwierdzają ciągłe grupowanie się Mohikanów.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)