Marek Powichrowski Marek Powichrowski
304
BLOG

Mucha w rosole

Marek Powichrowski Marek Powichrowski Polityka Obserwuj notkę 2

Nie jest prawdą, że premier jest tylko zapatrzony w słupki popularności, o nie. Wczorajsza konferencja pokontrolna w ministerstwie sportu udowodniła to. Ministra Mucha, po kilku miesiącach zdumiewających rządów w tym resorcie doszła to punktu, w którym zrozumiała, że nie wystarczy uprawiać judo aby być ministrą od sportu. Zrozumiała to i chciała już odejść bo być może zaczyna rozumieć, że od wpisu w CV „byłam ministrą u Tuska” lepszy jest wpis „złożyłam dymisję Tuskowi”. Ale premier jest twardziel. I jest niesamowity ponieważ potrafi jak nikt nie rozwiązywać problemów i jak nikt nie wskazywać winnych zaniedbań. Niech robią to inni. Byle leming to powie, że Mucha powinna odejść bo „czyż nie ma lepszych”? Może i są ale może nie chcą już być ministrami w tym rządzie?

 

Stadion Narodowy. Oczko w głowie każdego narodu. Nasz jest ponoć naj-naj-naj. Ale to być może tylko fasada. Za tą fasadą nie ma żadnego inżyniera stadionu, władnego do podejmowania decyzji stricte technicznych bez oglądania się na polityków. Ale być może za tą piękną fasadą i tymi pięknymi schodami - jak w kiedyś w STUDIO-2, na które leje się woda „bo tak było w projekcie” - wszystko jest wiązane na sznurek od snopowiązałek, podparte sztachetą i zasłonięte snopkiem wymłóconego zboża. Zamiast automatyki sterującej zamykaniem dachu Turecki kręci korbą gdy ma taki kaprys i nie ma w tym momencie much w nosie.

 

Dla mnie wczorajsza konferencja prasowa na powyższy temat miała jedną wisienkę. Otóż premier mówiąc o tej całej sytuacji powiedział, że „powiadamianie SMS-em to jest brak szacunku”. Mówił to w kontekście powiadomienia wysłanego do przedstawicieli PZPN przez kogoś w NCS. SMS miał być może treść „q… zaleje nas, co robić?” lub jakąkolwiek inną. Wysyłający wolał wysłać SMS niż zadzwonić bo w ten sposób ma niezbity dowód, że powiadomił. I to jest chyba jedyne najbardziej rozsądne zachowanie w tej całej operze mydlanej z wielkim parasolem przeciwsłonecznym. Bo gdyby tylko zadzwonił to aby mieć niezbity dowód na swoją obronę to albo jego telefon albo przedstawiciela PZPN musiałby być na podsłuchu. Nie było takiej 100% pewności więc SMS pełnił rolę dupochronu.

 

Premier mówiąc o „braku szacunku przy powiadomienia SMS-em” zapomniał, że zachowanie innego ministra o chłopięco brzmiącym zdrobnieniu imienia w dniu 2010-04-11 było identyczne. I też nic mu się nie stało. Widać to państwo SMS-em stoi. 

 

-------------

Opublikowałem rownież na obserwator.com

Możliwie jak najdalej od przedziału 3 sigma

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka