Czy „Rzeczpospolita” jest brukowcem dla tłuszczy żądającej artykułów o tym, że „urodziła się świnia z dwiema głowami”? Nie jest.
Czy redaktor Gmyz jest żółtodziobem dziennikarstwa śledczego? Nie jest. Czy wycofał się ze swoich tez? Nie.
Czy redaktor naczelny „Rzeczypospolitej” jest człowiekiem niepoważnym gdy z rana we wtorek dnia 2012-10-30 pisze, że informacje o śladach materiałów wybuchowych we wraku Tu-154M potwierdził prokurator Seremet a po południu pisze o „pomyłce”? Należy założyć, że nie. Jakie przesłanki miał aby stwierdzić to w przeciągu kilku godzin?
Czy państwo polskie wysłało do Smoleńska na badania wraku apolitycznych fachowców czy partyjnych prowokatorów? Należy założyć, że apolitycznych fachowców. Czy do dziś ktoś próbuje z nimi w mediach rozmawiać? Nie widzę.
Dlaczego państwo polskie wysłało taką ekipę dopiero teraz a nie w kwietniu 2010 roku? Czy badania dotyczyły tylko śladów materiałów wybuchowych czy też pobrania próbek materiałów z poszycia kadłuba w miejscach ich rozerwania aby stwierdzić co do charakteru sił na nie działających? Wydaje mi się, że te właśnie badania są obecnie po tak długim czasie od katastrofy o wiele bardziej miarodajne co do możliwych jej przyczyn. A na pewno potwierdziłby lub zaprzeczyły możliwość wybuchu. Dla specjalisty od zmian struktury materiałów, zniszczenia dokonane przez siły rozrywające pod wpływem wybuchu (który towarzyszy topienie materiałów w wysokiej temperaturze) są zupełnie inne od zniszczeń wywołanych jedynie przez siły zgniatające lub rozciągające pochodzące od zderzenia z ziemią. Ale aby to stwierdzić należy wszystkie elementy wraku pieczołowicie nałożyć na szkielet samolotu tak jak się postępuje zawsze w przypadku katastrof samolotowych. Zawsze poza Katastrofą Smoleńską.
Wobec tego nasuwają się proste pytania.
Co się wydarzyło w tej sprawie pomiędzy godzinami porannymi a popołudniowymi dnia 2012-10-30? Czy kiedykolwiek dowiemy się kto, na kogo i w jaki sposób naciskał doprowadzając do zmian postaw uczestników tego wydarzenia? Jeżeli była to ordynarna prowokacja ze strony ludzi władzy (kłania się rzymska zasada qui bono) to czy wolne i wyposażone w instynkt samozachowawczy społeczeństwo powinno bić na alarm?
Fakt taki świadczyłby o tym, że demokratycznie wybrana władza posuwa się do działań znanych jedynie w reżimach totalitarnych. Gdyby tak było, to byłaby to – na przyszłość – dużo gorsza wiadomość dla obywatela niż obecność trotylu we wraku.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)