Obejrzałem filmy „Hobbit. Pustkowie Smauga” oraz „Sierpień w hrabstwie Osage” w odstępie tygodnia. Dzięki temu odkryłem to co być może umknęłoby mi gdybym obejrzał je w dłuższym odstępie czasu. Wbrew pozorom są to bowiem filmy bardzo sobie bliskie. W „Pustkowiu…” smok Smaug w baśniowy sposób uosabia wszystko to co jest złe w człowieku, jest niejako abstrakcyjnym modelem tego zła w postaci zaklętej w okrutnym smoku. W „Sierpniu…” mamy już do czynienia z jego konkretną implementacją w bliskim nam czasie oraz bliskiej nam kulturze
W „Pustkowiu…” występuje w jawnej postaci. W „Sierpniu…” jest niewidoczny
Jest ukryty pod postacią lekarza, który bezsensownie faszeruje lekami swoją pacjentkę. Przyjmuje postać męża, który kochając swoją żonę płodzi dziecko z jej siostrą. Prawie go nie widać gdy bohaterka filmu pierwszą rzeczą jaką wykonuje po zaginięciu swego męża czyści wspólną skrytkę z pieniędzy zamiast powiadomić policję o jego zaginięciu. Jest ukryty we wzajemnej skrywanej niechęci i świadomości zdrady, o której nikt nie mówi przez dziesięciolecia wspólnego pożycia pod jednym dachem. Subtelnie skrył się w parodii modlitwy przed posiłkiem, którą wszyscy traktują jako zbędne opóźnienie rozpoczęcia żarcia. Gdy jedna z córek głównej bohaterki filmu mówi, że rodzina to przypadkowy zlepek genów a narzeczony (ślub planowany tuż, tuż) drugiej z córek próbuje uwieść nieletnią córkę trzeciej siostry przy użyciu „trawki” to w powietrzu daje się wyczuć przykry zapach siarki z jego pyska.
Zastanawiałem się dlaczego w tytule filmu jest sierpień a nie na przykład piękny maj. Zapytałem sam siebie wówczas jakie skojarzenia wzbudza we mnie ten miesiąc. Przypomniałem wówczas proroka Izajasza:
…Pomnożyłeś radość,
zwiększyłeś wesele
Rozradowali się przed Tobą,
jak się radują we żniwa…
I wówczas zrozumiałem, że film cały czas pokazuje bezgłośne pustkowia wokół domu, w którym dzieje się akcja filmu.
Przypomniałem sobie czas sierpniowy takim jakim go widziałem jako dziecko u swoich dziadków na wakacjach na wsi. Czas sierpniowy jako czas żniw, czas radości, czas biesiadowania, czas hałaśliwego wspólnego śpiewania „pod wpływem” po ciężkiej pracy w świetle ciepłego, sierpniowego zachodzącego Słońca. Zamiast tego sceny zachodu Słońca w „Sierpniu…” przypominają obrazy przekazywane przez jedną marsjańskich sond kosmicznych.
Pustka wokół. Pustka w duszach ludzi.
Jedno pokolenie, które zaharowywało się aby drugie pokolenie miało lepszą przyszłość. Ale drugie pokolenie ani myśli o jakiejkolwiek wdzięczności. Dzieci kwiaty. „Się należy”. „Nie prosiliśmy się na ten świat”. Zatomizowane formy istnienia egoistycznego białka. Zero przyjaźni. Zero miłości. Zero nadziei. Gdzie tkwił błąd?
Wystarczy niewielki wysiłek umysłowy aby zauważyć, że podążamy ich śladem.


Komentarze
Pokaż komentarze