Rzecznik rządu przyznaje, że w sprawie katastrofy "polityka zaczęła się bardzo szybko". Mówi między innymi, że przed niektórymi pogrzebami ofiar "dostawaliśmy z PiS sygnały, że nie życzą sobie, aby uczestniczyli w nich przedstawiciele z PO". Jak precyzuje, chodziło między innymi o Stefana Niesiołowskiego. - Już wtedy zaczęliśmy odnosić wrażenie, że będzie z tego wojna. (...) Wykonywaliśmy olbrzymią logistycznie pracę, a ktoś już wówczas próbował robić politykę na tej tragedii - mówi Graś.
Akurat to, że politycy PiSu na pogrzebach partyjnych kolegów nie chcieli widzieć Niesiołowskiego, to specjalnie mnie nie dziwi. Wyobraźmy sobie pogrzeb polityka PO, na który przychodzi jakiś Brudziński albo Karski, rzecz jasna „nieutulony w żalu”. Brzmi to jak obelga, nieprawdaż?
Z drugiej strony nasza polityka jest tak pełna bardzo złych emocji… Czasem się dziwię, że oni sobie jeszcze czasem rękę podają… Pewnie potem głęboką dezynfekcję ręki robią…
Komentarze
Pokaż komentarze (9)