Ktoś ze znajomych oświadczył mi, że on może rozmawiać właściwie z każdym, i z tymi o "pisowskich poglądach" też, ale problem w tym, że oni po piętnastu minutach rzucają się na człowieka i zaczynają mu klarować, że tkwi w fundamentalnym politycznym błędzie i w ogóle jak można to tamto i siamto...No i kończy sie przyjemna rozmowa, a zaczyna awantura.
Nie sposób nie przyznać mojemu rozmówcy pewnej racji. Także moje obserwacje wskazują na to, że tak właśnie jest. Sama u siebie zauważam te właśnie skłonności do destruowania miłej atmosfery pogawędki by zwrócić uwagę zadowolonych, ze nie jest tak fajnie. Walczę nieco z tą skłonnością by nie utracić resztek znajomości i przyjaciół po drugiej stronie lustra. Problem w tym, że jedna strona tej ogólnonarodowej kłótni czuje, ze cos jest bardzo nie tak, a druga jest w zasadzie zupełnie zadowolona i wołałaby pogrilować. Jasne że ta, która czuje się źle, usiłuje temu jakoś zaradzić, okropnie wierci sie kręci w otaczającej ją rzeczywistości i daje te mu wyraz werbalnie. Tym samym narusza komfort egzystencji strony przeciwnej, której wygodnie jest uznać rozmówcę za obsesjonata i nie zajmować sie przesadnie jego argumentami.
Ciekawy paradoks.
W latach 2005-2007 miałem swoje „2 lata w trumnie”. Przez dwa lata musiałem oglądać u władzy osobników, których nie potrafiłem darzyć ani szacunkiem, ani akceptacją. Nie mogłem zrozumieć tego co robią i po co to robią. Emocje, które się wylewały z mediów powodowały, że z odrazą wyłączałem telewizyjne programy informacyjne i publicystykę polityczną. Rozmowy ze mną często kończyły się narzekaniem na sitwę rządzącą Polską.
A obecnie widzę, że teraz podobne problemy przeżywa druga strona. Teraz to oni nie chcą grillować. Mają od 2007 roku swoje „3 lata w trumnie”. Stąd ta emigracja wewnętrzna, „racz nam wrócić Panie”, te lamenty nad utratą niepodległości Polski i miotanie się emocjonalne gdy rozmowa schodzi na politykę. I te nieznośne, niezrozumiałe uwielbienie dla braci Kaczyńskich.
Czy to jest normalne? To chyba nie jest normalne. Podejrzewam, że ludzie w Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii nie przeżywają czegoś takiego. Czy Polska jest chora?
Komentarze
Pokaż komentarze (16)