Po kolejnej awanturze z cyklu „niektóre rodziny ofiar katastrofy oraz ich pełnomocnicy” kontra „rząd i jego przedstawiciele” postanowiłem sobie dokonać pewnego podsumowanie sytuacji.
Rząd moim zdaniem nie miał wyjścia i musiał uznać, że Rosjanie będą stroną wykonawczą śledztwa smoleńskiego. Powinien co prawda zafunkcjonować w tym śledztwie bardziej pełnoprawny udział strony polskiej, ale wbrew mitomanom bujającym w obłokach takim jak Antek DługiJęzor uważam, że prowadzenie samodzielnego śledztwa przez Polaków na terenie Rosji było niemożliwe. Niemniej jednak kilka kwestii zostało w tej sprawie spaprane przez stronę polską. Ponieważ „puściliśmy sprawę na żywioł”, a ściślej rzecz biorąc na „rosyjski żywioł” to w związku z tym mamy co najmniej kilka problemów typu:
1.Niezabezpieczony teren katastrofy
2.Niezabezpieczony wrak samolotu
3.Niejasności sekcji zwłok i identyfikacji ciał
4.Problemy z przesłuchaniem rosyjskich kontrolerów i rosyjskich świadków
5.Prawdopodobnie niewystarczające określenie sytuacji technicznej lotniska w momencie wypadku
6. … itd.
W tych wszystkich sprawach polski rząd powinien był głośno protestować u Rosjan, a tych protestów niestety nie było słychać. Są dwie możliwości – albo w tej sprawie rząd nic nie zrobił i powinien z tego wyciągnąć wnioski (kto zawalił sprawę, jakie procedury zawiodły, co z tego wynika na przyszłość), albo też zrobił w tej sprawie bardzo dużo, ale nie raczył tego nagłośnić, co jest dużym błędem politycznym, który obecnie wykorzystuje opozycja. Nawet, jeżeli miałyby na tym ucierpieć polepszone stosunki polsko-rosyjskie należało wykazać społeczeństwu, że żaden szczegół nawet mały nie jest przez polskie władze i urzędy bagatelizowany.
Komentarze
Pokaż komentarze (25)