Na marginesie kontrowersji związanych ze spotkaniem z rodzinami ofiar smoleńskiej katastrofy przyszło mi do głowy kilka myśli…
1.Gdy niszczony był autorytet Państwa poprzez obrażanie (faktyczne lub nieco wydumane)prezydenta Lecha Kaczyńskiego to PiS był święcie oburzony. Natomiast gdy PiS wysyła swoje wdowy by niszczyły autorytet Państwa przez obrażanie premiera Tuska czy prezydenta Komorowskiego to wszystko jest w porządku. Taka sytuacja jest dla PiSu – OK.
2.To, że PiSowskie wdowy wyszły niezadowolone ze spotkania to akurat mnie nie dziwi. Graś ma rację. PiSowskie wdowy byłyby zadowolone ze spotkania tylko w jednym przypadku – gdyby premier Tusk powiedział: „Macie rację, to ja z Putinem zamordowałem tych ludzi”. Wdowy wiedziały, że premier tego nie powie. Zatem po co szły na to spotkanie? Niestety dla politycznej draki. I mamy drakę.
3.Nie wiem jak wyglądało to spotkanie, ale dla mnie jest oczywiste, że premier Tusk powinien być TYLKO koordynatorem takiego spotkania, a nie odpowiadającym. Jeżeli dobrze rozumiem pytający mieli do zadania pytania "techniczne" i "prawne", na które powinni odpowiadać fachowcy (może np. Klich?), a nie premier Tusk. Zatem szkolny błąd panie premierze. Przecież pan wiedział kto się wybiera na to spotkanie…
4.Sprowadzanie problemów z kilkoma PiSowskimi wdowami i ich pełnomocnikami do jakiegoś całościowego konfliktu pomiędzy rodzinami ofiar katastrofy i rządem to zdumiewający przejaw PiSowskiej hipokryzji i bezczelności politycznej.
Komentarze
Pokaż komentarze (10)