Profesor Bartoszewski o Leszku Kaczyńskim:
Ostatecznie znałem również, choć nie był to człowiek szczególnie mi bliski, prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i jego żonę. Miałem z nim bardzo dobre stosunki w okresie, kiedy był prezydentem miasta Warszawy, a ja byłem jego umownie zobowiązanym na piśmie doradcą w sprawach najnowszej historii Polski w okresie tworzenia Muzeum Powstania Warszawskiego, co uważam do dziś za główną jego - w moim rozumie i ocenie dziennikarsko-historycznej - zasługę.
A także o braciach Kaczyńskich:
Kiedy w 1990 roku były wybory prezydenckie i wybrano prezydentem Lecha Wałęsę, przy udziale dwóch młodych i stosunkowo mało znanych polityków Jarosława i Lecha Kaczyńskiego, byłem zwolennikiem Tadeusza Mazowieckiego
Powiedziałbym, że było to ciut uszczypliwe :)
Dalej o protestach przeciw Lechowi Wałęsie.
Były demonstracje przeciwko Lechowi Wałęsie, spalenie kukły prezydenta - powiedział Bartoszewski, po czym podkreślił: - Byłem dogłębnie obrażony. Byłem ambasadorem Rzeczypospolitej Polskiej w kraju trzecim. I miałem reprezentować prezydenta, rząd, parlament, państwo i wszystkich Polaków, bo tak rozumiem obowiązki ambasadora. I musiałem cudzoziemcom tłumaczyć, co się dzieje w Warszawie, że Polacy palą kukłę prezydenta.
O prezydenturze Kwaśniewskiego:
- Byłem przy następnym prezydencie Aleksandrze Kwaśniewskiego, na którego nie głosowałem, bo głosowałem na Wałęsę. Na znak mojego sprzeciwu, odszedłem z rządu. Nie chciałem być w rządzie, który według ówczesnego porządku konstytucyjnego dawał szczególną podległość ministra spraw zagranicznych prezydentowi. Prezydent-elekt zapytał mnie, dlaczego to robię. Powiedziałem: "bo nie chcę panu podlegać".
O stosunku do prezydentów:
Bartoszewski podkreślił, że "lekceważąc głowę państwa pluje w lustro, pluje w siebie". - Opluwam Polskę i Polaków, w tym Polaka mojego pokolenia. Pluję w lustro - ja używam tego określenia podając motywy: ja byłem przeciw przy obu prezydentach, kiedy byli wybierani.
Podkreślił przy tym, że uważa za "niedopuszczalne wychowawczo i demoralizujące, aby dawać młodzieży przykład, że nie mówi się „pan prezydent Rzeczypospolitej Polskiej” albo „pan premier rządu”.
Cóż… Przyznam się, że nie wszystkie wypowiedzi Profesora Bartoszewskiego mi się podobają (a raczej powinienem napisać, że niektóre mi się zupełnie nie podobają). Niestety nie stroni on od języka dosadnego, czasem wulgarnego, naładowanego emocjami. Czasem więcej szkody niż pożytku z jego wypowiedzi. Z drugiej strony jest to człowiek o dużym dorobku i dużym doświadczeniu, człowiek aktywny, który przez wiele lat angażował się w polskie sprawy, i którego wypowiedzi mogą się podobać lub nie, ale trudno je lekceważyć. Profesor Bartoszewski jest z tej „starej gwardii”, która miała na tyle jaja, żeby powalczyć z komuną i dalej nie potrafi przestać walczyć o wymarzoną Polskę-Ideał, zresztą tak jak wielu byłych opozycjonistów, którzy nie potrafią odejść na polityczną emeryturę.



Komentarze
Pokaż komentarze (32)