Mój ulubieniec Aleksander raczył dziś napisać notkę, a ja pozwalam sobie skomentować jej dwa najbardziej oryginalne fragmenty.
Mocny, polityczny akt oskarżenia w tej sprawie zawierał raport prezydenckiego BBN z czerwca 2009 roku, w którym dokonano rzeczowej analizy polityki MSZ, od dnia porwania krakowskiego inżyniera, do czasu odzyskania jego zwłok, precyzyjnie wskazując przy tym zakres odpowiedzialności ministra Sikorskiego i Donalda Tuska. Raport BBN, już wówczas ujawniał bezmiar indolencji, pozorność działań, strach przed odpowiedzialnością i tchórzliwy brak inicjatywy tego rządu – tak mocno widoczny również po tragedii smoleńskiej.
Jedyna reakcją rządzących polegała na obrzuceniu BBN-u epitetami, w których słowa „skandal”, „hańba” i „oszczerstwa” wyczerpywały zdolności refleksyjne członków gabinetu Tuska. Żadna z ówczesnych wypowiedzi nie odnosiła się do merytorycznej zawartości raportu, w żadnej nie usłyszeliśmy zaprzeczenia tezom stawianym przez analityków Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Wnioski raportu został również zgodnie przemilczane przez rządowe media i nie wywołały najmniejszej reakcji.
Warto w tym miejscu przytoczyć ważny fakt pominięty przez autora. Warto przypomnieć, że Biurem Bezpieczeństwa Narodowego od listopada 2007 do stycznia 2009 kierował Władysław Stasiak, a od stycznia 2009 do kwietnia 2010 kierował Aleksander Szczygło. Zatem nie trzeba być szczególnie przenikliwym analitykiem by się domyśleć, że raport powstał na polityczne zamówienie PiSu wyłącznie po to by uderzyć w premiera, MSZ i PO. Zatem automatycznie wartość merytoryczna tego raportu BBN przestaje mieć znaczenie.
W roku 2008 zrezygnowano z planu odbicia Stańczaka, choć pomysł przeprowadzenia operacji z udziałem jednostki „Grom” pozytywnie oceniali generałowie Polko i Petelicki, których trudno posądzić o brak kompetencji.
Wysłać „Grom” do Pakistanu? Wyborny pomysł. Wykonać operację, do której niewątpliwie nie byliśmy logistycznie przygotowani na terytorium obcego Państwa kilka tysięcy kilometrów od Polski. To, że coś jest wykonalne nie oznaczy, że można/należy się tego podejmować. Idol autora – Jarosław Kaczyński też by na to nie poszedł. Wbrew pozorom ma sporo instynktu samozachowawczego.
Komentarze
Pokaż komentarze (3)