Dużym problemem polskich partii jest ukierunkowanie na liderów i w gruncie rzeczy niemożność zmiany liderów. To co w partiach niemieckich, angielskich, francuskich przechodzi „bezperturbacyjnie” w polskich partiach niesie widmo samozagłady partii.
Najlepszym przykładem jest PiS. Lider o silnej osobowości, wycinający ewentualnych aspirantów do fotela prezesa. PiS miał ostatnio wielkie straty w osobowościach, bo osobowości albo zostały wybite pod Smoleńskiem, albo same odeszły do PJN. Zostały aroganckie miernoty w rodzaju Joachima Brudzińskiego czy Rysia Czarneckiego. Z tego nie da się ani stworzyć rządu, ani wykreować lidera, który zastąpi Jarosława.
Niewiele lepiej jest w PO. Znowu dość silny lider, pomawiany o eliminowanie konkurentów. Niby jest w PO trochę ciekawych osobowości, potencjalnych liderów ale chciałoby się jednak rzec „gdzie im do Tuska”? Schetyna? Z pewnością na lidera partii się nie nadaje. Dobry na marszałka, ministra, czy sekretarza partii ale na wizytówkę za kiepski. Sikorski? Może kiedyś… Jeszcze musi się dużo nauczyć. Gronkiewicz? Wyżej Warszawy nie podskoczy. Buzek… No może… Ma pewną charyzmę. Ale nie wyobrażam sobie go jako skutecznego lidera partyjnego. Do tego trzeba być twardym. Zresztą ile on ma lat… Grabarczyk? Hmmm… Jako działacz to owszem, owszem… nawet spółdzielnię mu przypisują, ale jako lider partyjny?! Dużo polityków w PO, ale lidera nie widać.
O SLD to chyba nie ma już co wspominać. Oni nawet nie mają na kogo wymienić Napieralskiego, mimo, że chyba już się przekonali, że to miernota.
Liderzy nie są nieśmiertelni. Kiedyś odejdą. Co będzie po nich? Sam jestem ciekaw.
Komentarze
Pokaż komentarze (3)