Nie oglądałem całego wywiadu/debaty (nie wiem co to było). Nie jestem w stanie dłużej oglądać Prezesa, więc załapałem tylko fragmenty. Nie mam cierpliwości do patrzenia na zadowolonego z siebie demagoga. Momenty które oglądałem wyglądały jak ustawka. Kaczyński potwierdził, złe opinie o sobie (demagog, manipulator, impertynent), a Lis... cóż... po pierwsze mógł się lepiej przygotować, po drugie nie wiem dlaczego zgodził się na PiSowską publiczność, po trzecie jako gospodarzowi pewnych rzeczy mu nie wypadało, po czwarte kilku momentów gdzie należało wątki pociągnąć lub Prezesa skontrować nie zostały przez niego wykorzystane (aż się prosiły o reakcje, zwłaszcza te personalne ataki), po piąte wyciąganie "pistolecików" było moim zdaniem nudne (to zbyt stare tematy).
Generalnie nie zgadzam z określeniem "Kaczyński zdeptał Lisa" bo moim zdaniem nic na to nie wskazuje. To, że siedział z uśmiechem przyklejonym do twarzy i klepał brednie szczypiąc Lisa gdzie się dało to akurat nie dowodzi ani deptania, ani sukcesu tego wywiadu/debaty. Lis nie dał się sprowokować, dociągnął wywiad do końca i zadał pytania, które chciał zadać. Oczywiście jeżeli liczył, że Kaczyński się otworzy i odpowie na nie szczerze, wykona jakąś refleksję nad swoją publiczną działalnością to się faktycznie przeliczył. Zwłaszcza w kampanii wyborczej trudno liczyć na jakikolwiek dystans Kaczyńskiego do samego siebie i swoich poglądów.
Podsumowując odnoszę wrażenie, że Lis udowodnił, że nie ma z Kaczyńskim o czym rozmawiać (obaj panowie byli jakby na odmiennej fali i właściwie trudno tu mówić o komunikacji), a Kaczyński udowodnił, że co prawda nie ma nic merytorycznego do powiedzenia, ale mimo, że robi wrażenie pogodnego staruszka wciąż charakter ma paskudny.
Komentarze
Pokaż komentarze (22)