Przy okazji ostatniego „demaskatorskiego” tekstu Cezarego Gmyza, który zlustrował rodzinę sędziego Tulei pojawiły się teksty porównujące artykuł Gmyza o Lucynie Tulei z artykułem Łazarewicza o Rajmundzie Kaczyńskim.
Trudno mi się zgodzić ze stawianiem znaku równości między tymi tekstami. Tuleya to sędzia. Praktycznie osoba prywatna, z której politycy zrobili gwiazdę jednego tygodnia. Nie wiem czy „prosił” się o popularność, niemniej to zainteresowanie jego rodziną nie ma żadnego sensowego uzasadnienia. Zaś Kaczyńscy to czołowi polscy politycy. O wielu lat trzęśli polską polityką. Dzisiejszą śmierć ich matki odnotowały wszystkie media. I co istotne - sprawa Rajmunda Kaczyńskiego znana jest już od lat, więc Łazarewicz nic tu szczególnego nie ujawnił. Rozszerzył wiedzę o znanym już temacie.
Wypada dodać, że "ujawnienie" Gmyza nosi znamiona "roboty na zlecenie" czy też "podrzutka służb", ale nie mam podstaw do ciągnięcia tego wątku. Niemniej niewątpliwie niektórym Tuleya nie pasował i dobrze było Tuleyę zdyskredytować... Analogia do tego co zrobił Mularczyk sędziom Trybunału Konstytucyjnego jest chyba nieprzypadkowa…
Komentarze
Pokaż komentarze (28)