Nie mam problemu z kpinami z katolików. Czy my katolicy jesteśmy śmieszni? Z pewnością. Niektórzy więcej, niektórzy mniej, ale z pewnością nie jest to problem gdy ludzie śmieją się z katolików. W każdym razie nie razi mnie dowcip Abelarda o „berecie z wózkiem”, bo skoro śmiejemy się z blondynek, niewiernych facetów, dzieciaków, policjantów i dresów to dlaczego mamy się nie śmiać z beretów z wózkiem?
Razi mnie dowcip Abelarda z sakramentu spowiedzi. Rażą mnie dowcipy Rucińskiego ze Świętej Rodziny. Czasem mi się wydaje, że ludzie którzy się z tego śmieją nie są w stanie zrozumieć. Bo żeby zrozumieć trzeba coś w życiu przeżyć, czegoś doświadczyć. Ktoś, kto śmieje się z sakramentu pojednania prawdopodobnie nigdy nie przeżył błogosławieństwa dobrej spowiedzi, oczyszczenia sumienia i otwarcia nowego rozdziału życia. Ktoś, kto śmieje się z cudu Narodzenia Pańskiego prawdopodobnie zatrzymał się w rozwoju duchowym na otwieraniu choinkowych prezentów. Tak jak ktoś, kto przybija puszki po piwie do krzyża pewnie nigdy by nie wpadł na to, że można za kogoś, za jego grzechy oddać życie. Bo on przecież nigdy by tego nie zrobił…
Niektórym się może teraz wydaje, że Marek Zegarek na głowę upadł, popada w religijną egzaltację, niedawno kpił z Ojca Biznesmena, a teraz twierdzi, że jednak jest jakieś tabu.
Tabu? Religia nie jest tabu. Ja po prostu twierdzę, że są jakieś Świętości, z których śmiać się nie wypada. Co innego bezlitośnie kpić z gównianych polskich polityków, celebrytów, działaczy, urzędasów, ojców biznesmenów i innych świętych krów, a co innego śmiać się z esencji naszego chrześcijaństwa. Jeżeli chrześcijanin będzie się śmiał z tego w co wierzy, to co mu zostanie?
Wierzę w Boga, w Polskę i w Demokrację. Z tego śmiać się nie potrafię.
Komentarze
Pokaż komentarze (8)