Trybun ludowy. Jego przemówienia z lat 80tych były adekwatne do jego robotniczego pochodzenia. Krótko mówiąc – pół biedy jak z kartki. Ale wtedy nie miało to znaczenia. Ważne było, że zabrał głos. W latach 90tych stopniowo się „wyrabiał” i mówił coraz lepiej. Chyba najbardziej znane jego przemówienie (to w amerykańskim Kongresie) zawdzięczamy jednak Jackowi Kalabińskiemu. Zarówno tekst jak i reżyserię.
Lech chyba najlepiej wypadał zawsze w wywiadach z dziennikarzami. Podobnie jak Komorowski lubi mówić i przy dobrym dziennikarzu potrafił wypaść dobrze. A że zazwyczaj mówił parę słów za dużo – taka już jego natura.
Kwaśniewski
Chyba najlepszy z polskich prezydentów na tym polu. Świetny głos, dobra intonacja, bardzo dobrze dobrane słownictwo, doskonałe wyczucie co, gdzie, kiedy, do kogo powiedzieć. Oczywiście pod warunkiem, że jest trzeźwy.
Znakomity w wywiadach. Bardzo konkretny, mówi na temat, odpowiada rzeczowo na pytania. Przynajmniej pozornie. W ogóle jak prawdziwy polityk - pozorant do bólu.
Kaczyński Leszek
Nie chcę komentować. Określę krótko: jak dla mnie profesorsko nużący.
Komorowski
Całkiem dobrze przemawia z kartki. Kiepsko przemawia z głowy. I nie chodzi tu o to co mówi. Bo zwykle mówi całkiem sensownie. Chodzi bardziej o barwę głosu i intonację. Tak jakby mylił przemówienia z wywiadami dziennikarskimi albo rozmową towarzyską, czy nawet rozmową z uczniami szkoły podstawowej (jakby coś dzieciom tłumaczył). W każdym razie męczące.
Świetny natomiast w wywiadach i rozmowach nieformalnych – ciepły brat łata, budujący dobry klimat, dowcipny, względnie błyskotliwy, trudny do przegadania.
Duda
Odwrotnie niż u Komorowskiego, bez kartki przemawia nieco lepiej. Słabo (moim zdaniem) wypada w wywiadach, powiedziałbym nieprzekonująco, może to kwestia zbytniej ostrożności i braku zaufania do dziennikarzy, a może czego innego, w każdym razie może to robić na słuchaczach wrażenie nieszczerości. Mam tu skojarzenie z Tuskiem…
Natomiast jak czyta przemówienia z kartki pojawia się nieznośny patos i „wymłotkowywanie” tekstu. Niestety zdaje się, że ma tych samych nauczycieli co Jarosław Kaczyński stąd ta nieznośna maniera. Zasada im „głośniej tym lepiej” sprawdzała się na parteitagach, a w Polsce robi wrażenie głównie na solidarnościowych emerytkach.
Nie da się zaprzeczyć, że Duda może nadrobić prezencją. Jak Kwaśniewski w swoich najlepszych czasach.
PS. Uprzedzam, że wypowiedzi pozamerytoryczne mogą być usunięte bez ostrzeżenia.
Komentarze
Pokaż komentarze (11)