Zastanawiałem się nad podobieństwami naszego polskiego starcia Tusk-Kaczyński i amerykańskiego Obama-McCain. Oczywiście istnieją pewne podobieństwa zarówno kandydatów jak i samego przebiegu wyborów (zwłaszcza patrząc na nasze ostatnie wybory parlamentarne). Ale generalne wrażenie jakie robią nasi politycy na tle amerykańskich jest kiepskie. Nie ten format, nie ta klasa, nie takie wrażenie.
Po pierwsze zbyt nerwowi, dający upust swoim emocjom, zbyt często prezentujący brak kultury osobistej. Wątpię by coś tak żenującego jak ostatni szczyt w Brukseli byłoby w USA możliwe.
Po drugie kompletna nieumiejętność okazania szacunku rywalom (zaczynając od czegoś tak prozaicznego jak gratulacje dla zwycięzcy). Oraz zarzucanie rywalom braku patriotyzmu - „tamtym w ogóle nie chodzi o Polskę, tylko my działamy dla dobra Polski, to my jesteśmy patriotami”.
Po trzecie kompletna nieumiejętność przegrywania. Zarzucanie zwycięzcom nieuczciwości i „przekrętów” w kampanii. Brak akceptacji dla prostej prawdy: Wygrali lepsi.
Po czwarte nieumiejętność stworzenia przekazu pozytywnego w kampanii wyborczej (brawa dla Obamy), czegoś co optymistycznie nakręcałoby wyborców. Nasi politycy to specjaliści od przekazów negatywnych i od mobilizowania elektoratu negatywnego, który głosuje „przeciw”, a nie „za”.
Po piąte ciągłe kwestionowanie legitymacji do rządzenia. Brak umiejętności zaakceptowania, że ten kto wygrał ten rządzi nawet jeżeli wygrał jednym głosem.
Po szóste…
A zresztą… Co to dalej ciągnąć. Tusk i Kaczyński nie wygraliby w USA nawet w wyborach lokalnych. Jak już napisałem: Nie ten format, nie ta klasa, nie takie wrażenie…
Komentarze
Pokaż komentarze (8)