Mimo tego prowokacyjnego tytułu wbrew pozorom chciałbym chłodnym okiem ocenić to co zaszło w Gruzji.
Po pierwsze Gruzja. Całe to wydarzenie jest na rękę Gruzji. Saakaszwili nie chce, żeby świat zapomniał o Gruzji i o tym, że Rosja okupuje jej terytorium. Wyprawa na granicę miała też uświadomić światu, że Rosjanie stacjonują nie tylko na terenie osetyńskiej części Gruzji ale także na pozaosetyńskich terenach Gruzji. I to niewątpliwie Saakaszwilemu się udało. Wszystkie gazety świata o tym teraz piszą.
Po drugie Europa. Kontynuując powyższą myśl – udowadniając, że Rosjanie stacjonują na pozaosetyńskich terenach Gruzji Saakaszwili z Kaczyńskim wsadzili nóż w plecy Sarkozy’ego (właściwie należałoby dodać „i dobrze mu tak”), który twierdził, że Rosja wywiązuje się z zobowiązań dotyczących wycofania wojsk z terenu Gruzji (a przynajmniej wycofania się ze rdzennie gruzińskich terenów). Sarkozy z jednej strony trochę się ośmieszył, z drugiej trudno mu teraz będzie udawać, że wszystko jest OK. Europa szczęśliwa nie będzie, że na śniadanie i obiad ma znowu konflikt gruziński, ale chyba czas, żeby Europa sobie uświadomiła, że nie ucieknie od gruzińskich problemów i że wujaszek Putin to jednak stary sprawdzony KaGieBista.
Po trzecie Kaczyński. Nasz Pan Prezydent wie, że jedyna karta, na której może sobie podreperować wizerunek jest karta gruzińska i dlatego chętnie wciąż nią gra. Pamięta, że jego poprzednia wyprawa do Tbilisi i przemówienie do Gruzinów zostało dobrze w Polsce odebrane więc uznał, że warto taką grę kontynuować. Zdaje też sobie sprawę, że na froncie rosyjskim on i tak nie ma nic do ugrania, więc nie musi się przejmować konsekwencjami. Zresztą jako ideowiec Nasz Pan Prezydent zawsze będzie z uporem realizował tę linię polskiej racji stanu, którą uważa za słuszną, a działania na rzecz Gruzji jego zdaniem są z tym zbieżne.
Po czwarte Tusk. Perturbacje Kaczyńskiego w Gruzji są właściwie na rękę Naszemu Panu Premierowi. Odwracają uwagę mediów i opinii publicznej od pomostówek i innych bieżących problemów, z którymi boryka się rząd. Tusk ma kilka dni spokoju, które być może wykorzysta na opanowanie sytuacji. Siła Kaczyńskiego i tak zapewne nie wzrośnie na skutek tej wyprawy, bo była ona równie odważna, co niepoważna.
Po piąte Rosja. Wyprawa prezydentów i szum jaki wokół niej powstał jest zdecydowanie nie na rękę Rosjanom, którzy chcieliby raczej uspokojenia atmosfery wokół Kaukazu niż dolewania oliwy do ognia i wielkiego hałasu w mediach. Innym aspektem jest jednak to, że Rosjanie mają ewidentny argument w na rzecz twierdzeń, że Polska jest stroną i uczestnikiem tego konfliktu.
Po szóste Polska. Wyprawa Kaczyńskiego do Gruzji i ta prowokacja (nazwijmy rzecz po imieniu), w której uczestniczył na pewno nie poprawi kontaktów z Rosją, ale też byłoby naiwnością sądzenie, że jesteśmy w stanie obecnie cokolwiek poprawić w kontaktach Polska-Rosja. Na obecnym etapie ani nie da się ich zepsuć ani poprawić. Bez zmiany ekipy na Kremlu na ekipę bardziej podatną na porozumienie nie wyobrażam sobie wyraźnej poprawy polsko-rosyjskich kontaktów.
PS Wypowiedź Kaczyńskiego o tym, że niepokoją go "wypowiedzi w Polsce" świadczące o sile funkcjonującego w naszym kraju "prorosyjskiego lobby" uznaję za żenującą. Co innego gdy piszą to komentatorzy, a co innego gdy mówi to prezydent.



Komentarze
Pokaż komentarze (21)