Wczorajsze veto przypomina mi sytuację autora, który stworzył dzieło i przekazał krytykowi literatury do recenzji. Krytyk co prawda nieudolny, bezpłodny i sam napisać nic nie potrafi, ale pro forma nazwany krytykiem więc za krytykę się oczywiście chętnie zabiera. Tym bardziej, że uwielbia swoje negatywne emocje niedorobionego artysty odreagowywać na autorze, który śmie pisać i publikować. I oczywiście krytyk się czepia, a potem wszem i wobec głosi, że akcja książki niemrawa, wątki schematyczne, a pointa płytka. I że on się pod takim dziełem nie podpisze, a kupować dzieło w księgarniach odradza.
Chciałoby się złośliwie powiedzieć: „A jakież ty krytyk dzieła opublikowałeś? Kiedy to ostatnio publika drzwiami i oknami waliła na twoje spotkania autorskie? Kiedyż to dostałeś Nobla w dziedzinie literatury za swoją twórczość, że wydaje ci się, żeś mądrzejszy od autora i masz prawo go krytykować?”
Mój Boże. Jakiż to ja dziś złośliwy wobec Naszego Pana Prezydenta jestem. Aż mi głupio :)
Komentarze
Pokaż komentarze