Zauważam w Salonie24 dość powszechną nienawiść do tzw. elit i autorytetów. Jest to zresztą niechęć dość typowa dla większości środowisk tzw. prawicy (czytaj: Ziemkiewicz i jego Antysalon albo Bronek Wildstein, nie mówiąc już o prawicowych politykach pokroju Antka Macierewicza). Niechęć ta nosi znamiona zazdrości i pojawia się trochę na zasadzie – skoro my się na elitę nie załapaliśmy to będziemy przeciw. Skoro nie są w stanie przekonać społeczeństwa do tego, że sami są elitą i autorytetami pozostaje im kontestacja. Pozostaje niestety pisanie jakichś „Michnikoz” albo innych paszkwili.
Zauważyłem dziś u toyaha (taki czasem sympatyczny, a czasem mniej sympatyczny agent antysalonowców :D), że zaczął (jak zawsze w natchnieniu) kolejną krucjatę przeciw autorytetom pod hasłem: „Totalitaryzm Elit”. Podpowiedziałem mu proste rozwiązanie: „Zostań Rewolucjonistą”. Toyah prawie obraził się na mnie, czego muszę przyznać nie rozumiem, ale to nieważne. Wróćmy do rewolucjonistów. Jak ktoś nie należy do elit, elity mu się nie podobają i nie jest w stanie zmienić tej sytuacji perswazją zostaje mu wykonanie rewolucji. To najbardziej oczywista metoda wymiany elit. Rewolucjoniści obalają elity, zajmują ich miejsce, a potem szybko się degenerują i stają się jeszcze gorsi niż ci, których obalili. Niezależnie czy będzie to rewolucja Robespierra, Lenina, Castro czy Mao – metoda jest wciąż ta sama. Należy przejąć władzę, opanować media i głosić wielkość nowych autorytetów, stare elity wysyłając na gilotynę lub do obozów wykorzystując do tego pośpiesznie utworzoną bezpiekę.
Nie podoba się taka koncepcja? No to chyba pozostaje użalanie się nad swoim ciężkim losem i nad głupotą społeczeństwa, które wciąż się nie poznało na tym jaka ta narodowo-patriotyczna prawica jest bajerancka i sexy :)
Komentarze
Pokaż komentarze (3)