7 obserwujących
14 notek
68k odsłon
2077 odsłon

Kto miłość zna? - część trzecia

Wykop Skomentuj38

 

Tysiączne prawdy, tysiąc błędów

Czytają w księgach chciwe oczy;

Wszystko to będzie wieżą Babel

Gdy się z Miłością nie zjednoczy.

/Goethe/

 

Potok słów nie jest potrzebny by pojąć, że początkiem i końcem wszystkiego jest Miłość. Spróbuję jednak podążyć dalej w rozważaniach słownych o "Tej Jedynej i Niepowtarzalnej".

Ustaliliśmy, że Miłość to suma wszelkich uczuć oraz że są dwa główne rodzaje emocji: miłość i strach. Wszystko inne to pochodne tych uczuć. Nawet strach w wyższej postaci także może być Miłością, gdy np. ratuje czyjeś życie spod kół samochodu.

Czy emocje różnią się czymś od uczuć? Pomimo że są spokrewnione ze sobą, różnią się. Emocje pchają do przodu w nieco  rozproszony sposób. Wprowadzają chaos do naszego życia. Jeśli je ukierunkujemy siłą naszych myśli lub logiki - stworzymy Uczucie, które znajdzie urzeczywistnienie w naszych sercach.

Ta idea, nadająca podstawowe znaczenie uczuciom, ma zastosowanie także w nauce, przy badaniu "języka" DNA.

Gdyby nie było związków między nami, nie mielibyśmy w ogóle możliwości zaistnieć. Co do związków miłosnych, nie przynoszą one pożądanych rezultatów przede wszystkim dlatego, że zawarte zostają z niewłaściwych powodów ("niewłaściwych", czyli z powodów nie całkiem sprzyjających ich przetrwaniu).

Nawet jeśli nie mamy odwagi się do tego przyznać, tworzymy związki w oparciu o to, "co mogę zyskać", a nie o to,"co mogę wnieść". Najczęściej proces ten przebiega mimowolnie, automatycznie. Liczymy na to, że nowa "całość" okaże się większa od sumy poszczególnych jej "składników". Zagarniamy więc dla siebie cząstki drugiej osoby, zamiast raczej uwidocznić tę naszą cząstkę, którą mamy zamiar okazać, bowiem "cel wszystkich związków i wszelkiego życia jest jeden: Być i decydować Kim W Istocie Jesteś"[1] Związek z drugą osobą NIE ma być dopełnieniem, ale dzieleniem się swoją pełnią.

Cały paradoks ludzkiego istnienia zawiera się w tym, że aby doświadczyć pełni, czyli "Kim Naprawdę Jestem", nie potrzebuję drugiej osoby i równocześnie bez tej drugiej osoby jestem niczym. Zrozumieć to i prowadzić sensowne życie potrafi niewielu, a właśnie w obrębie tego paradoksu mamy szansę doświadczać wszystkiego głębiej, dokładniej i w bardziej kochający sposób.

Każdy z partnerów powinien się martwić o wlasną Jaźń. O to, czym sam jest, co robi, co posiada; czego pragnie, poszukuje, doświadcza; co daje, tworzy. Wtedy związek spełni swe zadanie i przysłuży się także partnerowi.

Obsesyjne skupianie się na partnerze: jaki on jest? co robi? co ma? co mówi? czego chce? o czym myśli? czego oczekuje? co zamierza? - sprowadzić musi wyłącznie niepowodzenie, ponieważ to wszystko nie ma znaczenia.

Liczy się tylko to, jacy my JESTEŚMY w stosunku do tego.

Najbardziej kochana osoba to ta, która skupia się na sobie. Największym zaś błędem jest myślenie, że jeśli pokocham innych, wówczas oni pokochają mnie.

Brak mi wiary, że można mnie kochać. Każę więc innym udowadniać, że mnie kochają. Jak już uwierzę, że mnie kochają, zaczynam się zamartwiać jak tę miłość zachować. Aby jej nie utracić zaczynam zmieniać swe postępowanie. Zatracam się więc w związku. Zamiast odnaleźć, utraciłam własną Jaźń. Staje się to przyczyną mego rozgoryczenia i pomniejszenia mojej wartości. Czuję się mniej zdolna, mniej atrakcyjna, mniej radosna, mniej zadowolona. Dzieje się tak, ponieważ naprawdę jestem umniejszona. Wyrzekłam się bowiem większej części mej tożsamości po to, aby pozostać i utrzymać związek z drugą osobą.

Związki małżeńskie są tak "poustawiane", że zagarnia się w nich partnera dla siebie. Stają się uwiązaniem. To co małżonkowie mylnie uważają za miłość jest w rzeczywistości "egoistycznym przymierzem dwojga przeciw światu"[2]

Tymczasem więzi miłosne stanowią siłę napędową ewolucji. Ich właściwym celem jest "stawanie się". Można powiedzieć, że Boska dychotomia związków osobistych polega na tym, że nie mają one nic wspólnego z drugim człowiekiem, ale ponieważ zakładają udział innych, to z drugim łączy je wszystko! Poznanie siebie i ześrodkowanie na najwyższym aspekcie, czyli swej Jaźni służy temu, by Być zdolnym kochać partnera "jak siebie samego".

Religie odwracają kolejność i każą wszystkich traktować wyżej od siebie. Dlaczego?

Tymczasem najpierw trzeba dostrzec godność, błogosławieństwo, świętość w sobie, zanim odkryjemy ją w bliźnich: "Jeśli nie pokochasz siebie, nie pokochasz drugiego".

Kochanie siebie nie jest kwestią budowania ego. Kochanie siebie rozpuszcza nasze ego, podczas gdy "egotyzm próbuje dowodzić swej wartości po tym, jak już się popadło w nienawiść do samego siebie".

"Zbawieniem" dla nas będzie moment, gdy zachowanie i "rany" innej strony przestaną nam sprawiać ból. Odnajdziemy ratunek "nie w akcji drugiego, ale we własnej reakcji". Przykładowo - zakłopotanie jest klasyczną moją reakcją, kiedy ze względu na ego zależy mi na tym, jak postrzegają mnie inni.

Wykop Skomentuj38
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale