Blog
tyłem naprzód
Mariam
0 obserwujących 14 notek 53024 odsłony
Mariam, 30 października 2011 r.

"Navigare necesse est"

2377 28 0 A A A

czyli poszukiwanie krainy, gdzie nie trzeba hodować pszczół by zbierać miód;-)

 

Wyjątek z tekstu Wilhelma Reicha, który w alegorycznej formie opiewa Życie. Bez upiększania i idealizowania naszej ludzkiej kondycji. Uprasza się P.T. Czytelników o refleksyjny dystans do metafor (Chrystus, ocean, fala - falka, słoń - słoniątko, mucha - muszka) jak i odniesień historycznych:

  

   "Ludzie decydują o przebiegu każdego społecznego procesu. Nic nigdy nie może się zdarzyć, jeśli nie jest mocno zakotwiczone w ludzkim sposobie postępowania. Nie ma znaczenia, czy ludzie wyznaczają kierunek społecznych spraw przez ospałość i siedzenie, to znaczy przez bierne cierpienie, czy przez aktywne działanie, takie jak przewrót. Wszystkie społeczne sprawy wychodzą z wielkiego tłumu ludzi i wracają do niego. Ludzie są jak masa oceanu, pod którego powierzchnią diukowie, prostytuujący się politycy, carowie, możni, społeczni pomyleńcy i handlarze wolnością wywołują trochę drobnych fal. Te falki mogą być pięćdziesięciostopowymi falami, które bez trudu wywracają małe szkunery, ale w porównaniu z oceanem nic nie znaczą. Fale podnoszą się z oceanu i powracają do niego. Nie mogą istnieć ani powstać bez niego. Głębia oceanu w żaden sposób nie uczestniczy w podnoszeniu fal. Jednak bez oceanu nie ma powierzchniowych fal, a głębia oceanu zawarta jest nawet w najmniejszej falce.

   Ocean ludzkiego życia zaczął burzyć się dopiero jakieś sto lat temu. Ponieważ trwał w bezruchu, fale błędnie uznały, że oceanu nie ma. Te fale były niczym muchy na grzbiecie słonia. Mucha nie jest świadoma słonia, szczególnie wówczas, gdy słoń śpi. Społeczne wstrząsy pierwszej połowy XX wieku są jedynie pierwszymi drgnięciami skóry słoniątka, które przez swoją grubą skórę nie czuje much. Po prostu nie mają znaczenia. Jedno drgnięcie w jednym małym miejscu może spowodować spustoszenie wśród roju much gnieżdżących się na jego grzbiecie. A małe słoniątko wyrośnie na ogromnego, dzikiego słonia, który będzie żył w ogromnych stadach. Te ogromne stada słoni będą wędrować po okolicy, szukając jedzenia i zabawy, wody i fig, albo jedynie samej włóczęgi. I niewiele będzie można na to poradzić. Nigdy nie da się przewidzieć, co sobie postanowią. Być może nie chcą niczego postanawiać; może chcą po prostu wędrować, nie zważając na małe lepianki osobliwych ludzkich filozofów. Słonie będą paść się i trąbami ciągnąć wodę, ryczeć, parzyć się, karmić swoje małe, zabijać tygrysy, łamać i wyrywać z korzeniami ogromne drzewa i tratować na miazgę chatki filozofów.

   A mimo to żaden filozof ani socjolog nie będzie mógł nic na to poradzić. Najwyższa pora, żeby to dostrzec. Ocean ludzkiego życia zaczął się burzyć, to pewne; i nikt nie może ani nic na to poradzić, ani kierować tym, ani temu zapobiec. Nie sposób też znaleźć rozsądnych powodów do narzekania, że ocean zaczął się burzyć. To nie komuniści wzniecili wzburzenie. To wzburzenie tworzy komunistów, faszystów i pozostałą śmieszną hołotę. Ono zmiotło faszystów, a komuniści, którzy wierzą, iż rzeczywiście kształtują świat, zostaną któregoś dnia wdeptani w ziemię przez jednego słonia. Słoń czy ocean jest o wiele potężniejszy, nieskończenie potężniejszy od najśmielszych rojeń jakiegoś pismaka w małym urzędzie w Moskwie czy Chicago. Tacy ludzie są po prostu śmieszni. I tylko ktoś, kto patrząc z niewłaściwego punktu widzenia błędnie uznaje fale na oceanie za rezultat lotu muchy, może ulec wrażeniu, że to one poruszają oceanem i stadami słoni. Między małymi muszkami w rządzie na Kremlu, czy w każdym innym podobnym miejscu, a tłumem miliarda ludzi jest taka różnica, jak między łodzią płynącą na falach oceanu a samym oceanem. W oceanie i wokół niego istnieją siły, wobec których łódź czy muszki nie mają jakiegokolwiek znaczenia. Szczwany prawnik stojący na czele Un-American Activities Commitee nie rozumie tego i wspiera władzę tej hołoty, oświadczając, że ona jest samym oceanem. Lecz tak nie jest; a przewodniczący tej instytucji nie jest właściwą osobą, by wyjaśniać pomyłkę, co do znaczenia tej hołoty.

   Kościół katolicki wyrósł i oparł się na śpiącym słoniu i spokojnym oceanie. Kapłani uważali, że rządzili śpiącym oceanem i spoczywającym słoniem, nieświadomi, iż ocean i słoń nawet nie czują ich na sobie. Katolicyzm, dzięki temu, że wywodzi się od Chrystusa, miał przeczucie głębi oceanu i potęgi stada słoni. Wszystko to po raz kolejny skończyło się mechaniczną litanią, pracą Małego Człowieka. Litania zabija Chrystusa z każdą modlitwą.

   Ruch komunistyczny wyrósł z fali na powierzchni malutkiej części oceanu. Niosło go powszechne wzburzenie, wywołane mrzonką, która ponownie się rozwiała. A Mali Ludzie, płynący wówczas w łodzi, wciąż sądzą, iż to właśnie oni powodują wzburzenie z "prawdziwie bolszewicką odwagą, determinacją i konspiracją". To głupie przeświadczenie jest rozpowszechnianie przez wielu amerykańskich komentatorów radiowych na całym świecie tak, jak pewien wstrząśnięty amerykański dziennikarz wydawał się przestraszony austriackim cesarzem, który od dawna nie żyje.

Opublikowano: 30.10.2011 12:34.
Autor: Mariam
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • Korzenie UE https://pracownia4.wordpress.com/2016/06/14/nazistowskie-korzenie-ue/
  • @ROBAKKS Dzięki Robakksie za odpowiedź, chociaż pytanie I czy zwierzęta na pewno nie mają...
  • @ROBAKKS I czy zwierzęta na pewno nie mają świadomości?

Tematy w dziale Kultura