BICO BICO
121
BLOG

CZY JA WIEM?

BICO BICO Polityka Obserwuj notkę 0

27 grudnia

Dwadzieścia trzy lata temu, 27 grudnia 2002 roku, Gazeta Wyborcza opublikowała tekst „Ustawa za łapówkę, czyli przychodzi Rywin do Michnika”. Artykuł, który w kilka dni stał się politycznym huraganem, a w kilka miesięcy – instrumentem zmiany układu sił w państwie. Od tamtej chwili nic już nie było takie samo: ani standardy debaty publicznej, ani pojęcie odpowiedzialności parlamentarnej, ani rola mediów w III RP.

Z perspektywy czasu widać, że nie był to moment „oczyszczenia państwa”, lecz chwila, w której państwo zostało wystawione na publiczny lincz – przy aplauzie kamer i komentarzy. Komisja śledcza, która miała wyjaśniać wszystkie okoliczności, zaczęła produkować spektakl. A gdy przyszło do finału, wbrew ustawom i regulaminowi Sejmu sześć wersji prawdy stanęło do zawodów i dwoma głosami wygrał raport autorstwa Zbigniewa Ziobro, a on sam został mianowany na szlachetnego szeryfa. Tak narodził się mit unurzany w kłamstwie.

Na tle tej zbiorowej histerii i wrzasku wyraźnie odcinał się prof. Bronisław Łagowski. Pisał wbrew dominującej narracji. I właśnie dlatego warto dziś do niego wrócić.

Łagowski bronił państwa przed medialną ekshibicją. Wskazywał, że afera nie została potraktowana zgodnie z wymogami prawa lecz użyta jako narzędzie polityczne – do zniszczenia Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Konstrukcja „grupy trzymającej władzę” była publicystycznym sloganem, nie ustaleniem dowodowym. Komisja zaś – teatrem, nie dochodzeniem.

Najcięższy zarzut Łagowskiego dotyczył jednak mediów. To one, jego zdaniem, przyjęły rolę jednocześnie sędziego i prokuratora. To one wykreowały nowy model władzy – zwierzchności medialnej nad polityką. Gazeta Wyborcza nie była w tej historii jedynie ofiarą. Była aktorem. Stroną. Uczestnikiem gry, w której stawką nie była prawda, lecz delegitymizacja przeciwnika.

Łagowski trafnie zauważał, że afera Rywina nie zaczęła się od Rywina. Zaczęła się od wyborów parlamentarnych 2001 roku – od demokratycznego zwycięstwa SLD i spektakularnej klęski obozu postsolidarnościowego. Większość elit medialnych tego werdyktu nie zaakceptowała. Rządy Sojuszu traktowano nie jako legalny rezultat wyborów, lecz jako moralną uzurpację.

W tym sensie huraganowy atak był próbą korekty demokracji innymi środkami. Skoro nie udało się wygrać przy urnach – należało unieważnić wynik moralnym wzmożeniem. Komisja śledcza stała się narzędziem tej egzekucji. Skutecznym.

Polityczne skutki tej operacji zniszczyły mnie osobiście i rozbiły SLD, który już nigdy nie wrócił do dawnego znaczenia. Secesja Marka Borowskiego i związane z tym nadzieje Aleksandra Kwaśniewskiego także okazały się iluzją. Zyskało coś innego: narracja o państwie mafijnym, populizm i przekonanie, że tylko jeden obóz ma moralne prawo do sprawowania władzy.

Afera Rywina pozostaje jednym z momentów, w których III RP zaczęła tracić własną legitymację – nie tylko dlatego, że ujawniono korupcję, której nie było, lecz dlatego, że zniszczono granice między dochodzeniem a spektaklem, między mediami a polityką, między demokracją a jej „korektą”. Łagowski widział to wtedy. My możemy zobaczyć to dziś – patrząc na skutki.

Leszek Miller

BICO
O mnie BICO

Interesuję sie działalnością polskiego wymiaru sprawiedliwości, szczególnie władzą sądowniczą, a także orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka