BICO BICO
182
BLOG

Cóż szkodzi obiecać?

BICO BICO Polityka Obserwuj notkę 3

11 stycznia

Grenlandia – widok z właściwej mapy (a nie z atlasu dla grzecznych komentatorów)

Zacznijmy od rzeczy niewygodnej dla wielu: Grenlandia formalnie należy do Danii, dokładnie tak samo, jak Indie „należały” kiedyś do Wielkiej Brytanii. Kolonialny relikt opakowany dziś w język „autonomii” i „wartości europejskich”. Geograficznie jednak Grenlandia nie ma nic wspólnego z Europą — to Ameryka Północna, a wręcz element archipelagu kanadyjskiego. Mapy polityczne i mapy rzeczywistości to dwie różne rzeczy.

Dlaczego więc Grenlandia jest dziś w centrum globalnej gry?

Ponieważ Moskwa skoncentrowała niemal cały swój strategiczny potencjał nuklearny na Półwyspie Kolskim, tuż przy granicy z Finlandią. To tam znajdują się silosy międzykontynentalnych pocisków balistycznych, bazy atomowych okrętów podwodnych oraz bombowce strategiczne.

Każda realistyczna trajektoria lotu — balistycznego lub manewrującego — z Koli do 48 stanów USA przebiega nad Grenlandią.

To nie teoria spiskowa, tylko geometria kuli ziemskiej, której projekcja Mercatora nie ogarnia.

Grenlandia jest więc kluczowym teatrem potencjalnej wymiany strategicznej między Waszyngtonem a Moskwą.

Jeśli chcesz przechwycić pocisk balistyczny, robisz to w apogeum lotu, a najkrótsza droga do apogeum prowadzi dokładnie tam, gdzie leży Grenlandia.

I to jest – bez ideologii, bez emocji – realny powód, dla którego administracja Trumpa (i każda następna administracja USA, która myśli kategoriami bezpieczeństwa) mówi, że Grenlandia jest kluczowa dla bezpieczeństwa narodowego USA.

Ale to nie koniec.

Drugim zjawiskiem jest topnienie Arktyki i otwieranie Przejścia Północnego. Wkrótce chińskie statki handlowe będą regularnie płynąć przez Arktykę do Rotterdamu, szybciej niż przez Kanał Sueski i bez ograniczeń klasy Suezmax. Handel Chiny–UE przyspieszy dramatycznie.

A skoro statki handlowe, to i chińskie okręty podwodne — pod Arktyką, na północnym Atlantyku.

Jeśli już tam nie są.

To oznacza, że północno-wschodnie wybrzeże Grenlandii realizuje nie jeden, ale dwa kluczowe cele strategiczne USA: kontrolę rosyjskiego wektora nuklearnego i monitorowanie chińskiej ekspansji morskiej.

I teraz najlepsze — hipokryzja narracyjna Zachodu.

Gdy w USA ktoś mówi o „przejęciu Grenlandii”, media krzyczą: zbrodnia, imperializm, kolonializm!

Ale gdy niemiecki kapitał po kryzysie finansowym hurtowo wykupował greckie wyspy, nazywano to „odpowiedzialną restrukturyzacją” i „aktem europejskiej solidarności”.

Serce rosło. ????

Podwójne standardy? Skądże.

Co więcej — Dania sama ma na sumieniu bardzo mroczną historię wobec rdzennych Grenlandczyków.

Masowe przymusowe adopcje dzieci, które kończyły się traumami i samobójstwami.

Systemowe stosowanie środków antykoncepcyjnych bez zgody, by ograniczyć rozmnażanie ludności rdzennej.

To nie „teorie”, to udokumentowane praktyki kolonialne przykryte dziś europejskim PR-em.

Na koniec więc mała prośba:

projekcja Mercatora jest dobra dla dzieci i dziennikarzy, nie do analizy geopolityki.

Żaden poważny dorosły nie powinien budować swojego światopoglądu na mapie, która fałszuje skalę i odległości.

Każdy, kto twierdzi, że „musi być jakiś ukryty, dziwny powód, dla którego Trump interesuje się Grenlandią”, nie odkrywa tajemnicy — tylko demonstruje strategiczną ignorancję.

Geografia nie ma poglądów.

Ale bez jej zrozumienia polityka zamienia się w publicystykę dla naiwnych.

Tomasz Szymborski


BICO
O mnie BICO

Interesuję sie działalnością polskiego wymiaru sprawiedliwości, szczególnie władzą sądowniczą, a także orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka