BICO BICO
156
BLOG

Z DZIEJÓW GŁUPOTY W POLSCE

BICO BICO Polityka Obserwuj notkę 7

13 lipca

Nawet w 2022 roku, gdy losy Ukrainy jeszcze się wahały, Wołodymyr Zełenski potrafił twardo grać z Polską, forsując własne interesy i pokazując naszym władzom ich miejsce w szeregu. To polskie elity pozostawały ślepe, głuche i nieme, ignorując kolejne sygnały płynące z Kijowa. Dzisiaj, gdy relacje z Ukrainą są najgorsze od lat, oskarżenia powinny paść nie pod adresem Zełenskiego, tylko Andrzeja Dudy i Donalda Tuska, Mateusza Morawieckiego i Pawła Kowala, Pawła Jabłońskiego i Andrzeja Szeptyckiego. Dziesiątków publicystów i dziennikarzy, ekspertów i geopolityków, którzy bałamucili opinię publiczną. Ten tekst jest swoistą kroniką tego, jak Polacy ulegli ukrainofilskiej gorączce i zapomnieli o pojęciu racji stanu.

Po pierwsze, przypomnieć, że Ukraina od samego początku inwazji prowadziła wobec Polski wykalkulowaną politykę transakcyjną, w związku z czym nie obserwujemy żadnej „zdrady” Zełenskiego, albo jakiegoś „antypolskiego zwrotu”. Możemy bowiem mówić jedynie o konsekwencji, a nie zmianie. Po drugie, chcę wskazać, jak polskie elity uległy emocjonalnemu amokowi oraz jak zapomniały o interesie narodowym, stawiając potrzeby Ukrainy ponad racjami Polski.

Podkreślmy też na samym początku, że tytułowy „amok” nie odnosi się do pomocy, którą państwo polskie zaoferowało Ukrainie w lutym i marcu 2022 roku, gdy europejskie stolice ospale czekały na rozwój wypadków. Celem tego tekstu nie jest złorzeczenie Ukrainie, tylko wskazanie polskich błędów, które nastąpiły po tych pierwszych, dramatycznych tygodniach od inwazji.

Do 2022 roku relacje z Ukrainą były kłopotliwe dla polskich władz, jednak rosyjska inwazja oznaczała punkt przełomu. Politykę wobec obcego państwa zaczęto postrzegać w kategoriach przyjaźni i sympatii, a nie interesów i racji stanu. Potrzeby Kijowa i polską rację stanu rozumiano jako pojęcia tożsame. I, oczywiście, w interesie Polski leżało to, aby Rosja nie podbiła Ukrainy, jednak z tego stwierdzenia nigdy nie wynikało, że wszelkie inne animozje między naszymi narodami wyparowały.

Teraz przejdźmy do tematu Wołynia i banderyzmu, które tak rozpalają polską wyobraźnię w ostatnich tygodniach.

Podkreślmy: temat UPA i Wołynia nie wyskoczył magicznie w 2026 roku. Kwestia ukraińskiego ludobójstwa i polityki historycznej Kijowa przewija się w stosunkach polsko-ukraińskich od dekad. Pomijając być może Aleksandra Kwaśniewskiego, który w 2003 w obecności Leonida Kuczmy miał odwagę nazwać rzeź wołyńską ludobójstwem, polskie władze traktowały temat po macoszemu, swoim lekceważeniem szykując grunt pod bombę, która miała wybuchnąć.

Nasze elity, już po rosyjskiej inwazji w 2022 roku, ignorowały kolejne antypolskie poczynania Kijowa. Właśnie w tymże 2022 roku, Zełenski zdecydował o awansowaniu Andrija Melnyka na wiceszefa ukraińskiego MSZ. Melnyk, przypomnijmy, wsławił się relatywizowaniem zbrodni UPA oraz obroną Bandery. Dyplomata przekonywał, że Polacy byli „takimi samymi wrogami jak nazistowskie Niemcy czy Sowieci” i dokonywali na Ukraińcach czystek porównywalnych do skali Wołynia.

Ważniejsza od samego Melnyka była jednak reakcja polskich władz. Ówczesny minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak odważył się zwrócić uwagę, że nominacja to „zły sygnał”, a z kolei rzecznik PiS Radosław Fogiel stwierdził, że jest to ze strony Kijowa „niefortunne”. Prezydent Andrzej Duda dodał natomiast, że są to „suwerenne decyzje, które podejmują władze ukraińskie”, pozwalając sobie na uwagę, że nowy wiceszef MSZ powinien douczyć się historii. Melnyk to jedynie pewien symbol polityki, która prowadziła do odbudowy muzeum Szuchewycza we Lwowie oraz nadaniu jednostce wojskowej imienia UPA.

Kijów przez kolejne lata odmawiał poruszenia sprawy ekshumacji – a przecież polska strona nie domagała się pokajania, wypłacania odszkodowań czy jakichkolwiek gestów; Chodziło jedynie o godne pochowanie polskich obywateli. Brak zgody na tak podstawową prośbę nie tylko wymownie świadczy o stosunku Kijowa do Warszawy, ale również pod względem stricte etycznym jest nieakceptowalny. Pamiętajmy, że w Polsce istnieją cmentarze nawet żołnierzy sowieckich i niemieckich z czasów II wojny światowej.

W emocjonalnym uniesieniu zdecydowano się złożyć na ołtarzu polsko-ukraińskich relacji sprawę pomordowanych na Wołyniu Polaków. Powtórzmy to z całą mocą – to nie Ukraina zmieniła swoje nastawienia do kwestii ludobójstwa, to nasze elity machnęły ręką na pamięć ofiar. Karol Nawrocki wydaje się pierwszym polskim liderem od czasu Kwaśniewskiego, który podnosi sprawę ludobójstwa na Polakach.

Wojna na Ukrainie nałożyła się na proces, który przetacza się przez polskie społeczeństwo w ostatniej dekadzie. Doszło do zmiany pokoleniowej i w Polakach dokonało się swoisty „ambicjonalne przebudzenie”. W tym kluczu odczytywałbym popularność publicystów zajmujących się historią alternatywną oraz tzw. geopolityków kreślących wielkie plany: jedni pokazują, jak niewiele miało niegdyś brakować, by polskie oddziały stacjonowały pod Moskwą, drudzy twierdzą, że podobny scenariusz może się zrealizować w najbliższej przyszłości.

Oczywiście rola Polski ze względu na położenie geograficzne faktycznie wzrosła, jednak był to wzrost pośredni – niezależny od nas. Tak jak nasza pozycja wzrosła niezależnie od naszych decyzji, tak samo niezależnie od nas spadła.

Relacje polsko-ukraińskie były bardzo dobre w roku 2022, gdy pomoc Polski była kluczowa. Jednak z każdym mijającym miesiącem rósł wkład państw europejskich i – rzecz jasna – USA w obronę Ukrainy. Nie miało znaczenia, ile proporcjonalnie (w stosunku do PKB) kraje się składały na pomoc, gdyż dla Ukrainy liczyła się pomoc w liczbach bezwzględnych, a tutaj Polskę deklasują nie tylko Stany Zjednoczone, ale także Niemcy, Francja czy Włochy. To, co nasz kraj miał do zaoferowania, to oddał, często za bezcen, w 2022 roku.

Otwarte serca Polaków dla uchodźców – piszę to bez ironii – nie znaczyły wiele dla Zełenskiego, gdyż na froncie potrzebna była mu amunicja i drony, a nie informacja, że Ukraińcy otrzymali pesel i 800 plus. Z punktu widzenia samych Ukraińców w roku dajmy na to 2025 przychylność Berlina była pod każdym względem więcej warta niż wsparcie Warszawy. W Kijowie naprawdę nikt dzisiaj nie wspomina 5 tysięcy hełmów z 2022 roku.

Ukraina się z nami obecnie nie liczy, bo – gdy jeszcze pomoc naszego kraju miała znaczenie – przyzwyczailiśmy ją do tego, że dostaje wszystko, o co poprosi, za darmo.

Fundamentalnym błędem, jaki popełniono, a w którym przewodziła wręcz polska prawica, była kwestia podstawowego rozróżnia między interesem polskim a ukraińskim. Na arenie międzynarodowej sprowadzało się to zjawisko do przypisania pojęcia polskiej racji stanu interesom Ukrainy, a w polityce wewnętrznej – odrzuceniem rozróżnienia „gość-gospodarz”.

Uchodźcy w Polsce otrzymali szereg daleko posuniętych udogodnień, a masowa migracja do Polski uruchomiła długofalowe procesy wpływające na strukturę narodowościową państwa. Uchodźcy objęci specustawą otrzymywali większość świadczeń rodzinnych na podobnych zasadach jak Polacy – w tym m.in. 800 plus. Było to jasnym zaburzeniem zdrowej hierarchii i naturalnego rozróżnienia na Polaków i gości, co musiało w konsekwencji prowadzić do cichego narastania niechęci wobec przybyszów.

Czym innym jest bowiem pomoc osobom uciekającym przed wojną, a czym innym traktowanie ich jak własnych obywateli. 

Najśmieszniejsze, że strona ukraińska nie wystosowała w ogóle żadnego odzewu w sprawie zbliżenia z Polską. Nad Wisłą tworzono wielkie wizje dotyczące Ukraińców, którzy tychże geopolitycznych wizjonerów mieli w nosie.

Dzisiaj jak na dłoni widać, że te wszystkie federacyjne pomysły nigdy nie miały szans się urzeczywistnić, że rozbieżność interesów gospodarczych, narodowych narracji, wspólnotowych mitów i tożsamościowych meandrów – jest zbyt wielka, by marzyć o takim zbliżeniu.

Ktoś napisze kiedyś książkę pt. Zaślepieni Ukrainą, opisując, jak w pierwszych kilkunastu miesiącach po rosyjskiej inwazji Polacy potwierdzili wszelkie najgorsze stereotypy o naszym uczuciowym postrzeganiu polityki, jak emocje odebrały polskim elitom chłodny ogląd sytuacji.

Ktoś napisze kiedyś książkę o tym, jak Polacy zapomnieli o tak podstawowych pojęciach jak „interes narodowy” czy „racja stanu”, jak utożsamili potrzeby Polski z potrzebami Ukrainy.

Jan Fiedorczuk

BICO
O mnie BICO

Interesuję sie działalnością polskiego wymiaru sprawiedliwości, szczególnie władzą sądowniczą, a także orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka