9 sierpnia
Federalne Cesarstwo Brukseli. Naprawdę tego chcieliśmy?
Patrzę na to, co dzieje się z Polską, i mam wrażenie, że ktoś próbuje ugotować żabę. Nie wrzuca jej do wrzątku. Podgrzewa wodę powoli, stopień po stopniu, licząc, że nikt nie zauważy.
Coraz więcej kompetencji trafia do Brukseli. Coraz więcej decyzji zapada poza Polską. Coraz więcej regulacji wdraża się z gorliwością większą, niż wymaga tego sama Unia Europejska. A do tego dochodzą kolejne wspólne instrumenty finansowe, wspólne pożyczki i wspólne zobowiązania, za które ostatecznie zapłacą podatnicy.
I właśnie dlatego nie wierzę już, że to przypadek.
Mam coraz silniejsze przekonanie, że rząd Donalda Tuska konsekwentnie prowadzi Polskę w kierunku federalizacji Europy. Nie poprzez jedną spektakularną decyzję, lecz dziesiątkami drobnych kroków. Każdy z nich wydaje się niewielki. Raz jest to kolejna regulacja, innym razem wspólny fundusz, później następny mechanizm zadłużenia. Osobno wyglądają niegroźnie. Razem tworzą nowy model Europy – taki, w którym państwa narodowe mają coraz mniej do powiedzenia.
Najbardziej boli mnie to, że Polska zamiast walczyć o własne interesy, często sprawia wrażenie prymusa, który chce wykonać więcej, niż od niego oczekują. Gdy inne kraje twardo negocjują, chronią swój przemysł i własnych obywateli, u nas słyszymy, że trzeba być "bardziej europejskim". Tylko dlaczego "bardziej europejski" coraz częściej oznacza "mniej polski"?
Nie jestem przeciwnikiem współpracy europejskiej. Nigdy nie byłem. Ale współpraca to partnerstwo równych państw, a nie sytuacja, w której kolejne decyzje zapadają coraz dalej od obywateli. Suwerenność nie polega na tym, że ktoś pozwala nam wykonać polecenie. Suwerenność oznacza możliwość samodzielnego decydowania o własnym państwie.
Polska odzyskała niepodległość po 123 latach zaborów. Miliony Polaków walczyły o to, by decyzje dotyczące naszego kraju zapadały w Warszawie, a nie w obcych stolicach. Dlatego dziś nie wolno nam udawać, że przekazywanie kolejnych kompetencji jest wyłącznie techniczną zmianą. To decyzje, które będą miały wpływ na następne pokolenia.
Imperia rzadko powstają z dnia na dzień. Buduje się je cierpliwie – poprzez wspólne instytucje, wspólne długi, wspólne przepisy i stopniowe ograniczanie samodzielności członków.
Pytanie brzmi: czy za kilka lat Polska będzie jeszcze państwem, które samodzielnie decyduje o swoim losie, czy jedynie prowincją coraz bardziej scentralizowanego europejskiego superpaństwa?
To pytanie warto zadawać dziś. Bo jutro odpowiedź może należeć już nie do nas.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)