15 października
To może być skutek serii ataków w szkołach. Ekspert bije na alarm: Próba wprowadzenia zakamuflowanej cenzury. ( autor Agnieszka Niesłuchowska )
W rozmowie z „Wprost” Dariusz Loranty, ekspert bezpieczeństwa, szef Środkowoeuropejskiego Instytutu Badań i Analiz Strategicznych CIRSA i były negocjator policyjny.
To skumulowany efekt błędów wychowawczych całego społeczeństwa, narastających od lat. Młody człowiek chowany jest pod kloszem, żeby przypadkiem nie doświadczył stresu. Nauczycielom ministerialnym rozporządzeniem zakazuje się zadawania prac domowych. Karanie w szkołach praktycznie zanikło. Wystarczy, że rodzic zabroni korzystania z gry, a dziecko chodzi smutne.
W Polsce potrafi to być pretekst, by szkoła lub placówka opiekuńcza interweniowała, uznając, że rodzice stosują „przemoc psychiczną”. Obyśmy za chwilę nie mieli modelu norweskiego.
W Polsce MOPS-y czy gminne ośrodki pomocy społecznej też uzyskują coraz większe uprawnienia administracyjne. Powiedzmy sobie szczerze: odebraliśmy rodzicom prawo do ukarania i wychowania dzieci, a oddajemy to urzędnikom, którzy działają bez jasnych kryteriów.
Odebraliśmy rodzicom prawo do karania dzieci i prowadzamy model, w którym rodzic staje się niemal intruzem we własnym domu. Co gorsza, odsuwamy autorytet nauczycieli. Nauczyciel dzisiaj najbardziej boi się wywiadówki i roszczeniowych rodziców. Jestem tradycjonalistą i uważam, że trzeba przywrócić nauczycielom realne uprawnienia, w tym prawo do karania uczniów.
Krąży u nas wielki, kłamliwy mit, niepoparty żadnymi wiarygodnymi badaniami, że agresja zawsze rodzi agresję.
Jestem z pokolenia, w którym niemal każdy nosił w kieszeni scyzoryk – w szkole podstawowej, średniej czy na studiach. I czy ktoś kogoś tym scyzorykiem pociął? Żyliśmy w ogromnej dyscyplinie. Dziś okazuje się, że to właśnie dzieci wychowywane całkowicie bezstresowo, bez zakazów i zasad, stają się agresywne. Jeżeli nie przygotujemy młodego człowieka do przestrzegania reguł i radzenia sobie z konsekwencjami własnych błędów, to w dorosłym życiu albo zasili tragiczne statystyki samobójstw, albo będzie zbuntowany i zdesperowany, bo zderzy się ze światem, w którym kary i konsekwencje nieustannie funkcjonują.
Chcę to bardzo wyraźnie i z pełnym przekonaniem podkreślić: polskie szkoły są szkołami bezpiecznymi.
Obawiam się, że pod hasłem walki z mową nienawiści czy patologicznymi treściami kolejny urzędnik dostanie prawo oceniania na podstawie własnego „widzimisię”, co wolno w sieci opublikować, a czego nie. Jestem twardym zwolennikiem sądownictwa powszechnego – gdzie jest oskarżyciel, obrońca i niezawisły sąd oceniający spór na podstawie jasnego prawa. Tymczasem nasze państwo ma niebezpieczną tendencję do nadawania uprawnień administracyjnych urzędnikom. A to zawsze kończy się uznaniowością i ograniczaniem swobód obywatelskich.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)