0 obserwujących
66 notek
49k odsłon
  721   0

Operacja Tusk

Uważam, że Donald Tusk nie powinien być wybrany przewodniczącym Rady Europejskiej. Ale uważam tak nie dlatego, ze przeciwko niemu są wysuwane, zarówno w mediach, jak i przez polityków rządowych różne mniej lub bardziej uzasadnione zarzuty. Dopóki prokurator nie przedstawi byłemu premierowi prawnie sformułowanych oskarżeń, dopóty dywagowane zarzuty maja status insynuacji i w poważnej polityce nie mogą być brane pod uwagę. Uważam że Tusk nie powinien być wybrany przewodniczącym, bo jako premier rządu skierował do Sejmu i doprowadził do   ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego. Ten traktat skutkował  wyeliminowaniem Polski z kręgu państw decyzyjnych w Unii Europejskiej. Według wcześniejszego traktatu  nicejskiego,  Polska miała 27 głosów, tyle co Hiszpania i tylko o dwa głosy mniej niż największe cztery państwa unijne.Siła polskiego głosu w porównaniu z głosem niemieckim w traktacie lizbońskim  spadła z 91% do 48%. Co więcej traktat ten wprowadzał tzw koncept "niedyskryminacji" będący obecnie główną podstawą traktatową do upowszechniania w państwach unijnych demoralizacji młodego pokolenia poprzez propagowanie homoseksualizmu. Była to największa porażka dyplomatyczna i polityczna naszego kraju od czasu upadku komunizmu.Godząc się na ten traktat, Polska zgodziła się na sformalizowanie hegemoni niemieckiej w Unii Europejskiej i dziś ponosimy skutki  egzekwowania, na forum Unii, tej hegemoni. Dlatego też Donald Tusk powinien stanąć przed Trybunałem Stanu jako odpowiedzialny za przeforsowanie ratyfikacji tego traktatu w polskim parlamencie. Dlatego nie ma on moralnych i politycznych kwalifikacji żeby przewodzić Radzie Europejskiej

Ale prawo i sprawiedliwość wymaga także, aby przed Trybunałem Stanu, stanął  współnegocjator tego traktatu , premier polskiego rządu, który ten traktat zaakceptował , Jarosław Kaczyński. To on wspólnie z Donaldem Tuskiem są odpowiedzialni za przeprowadzenie tej ratyfikacji i za  jej wszystkie polityczne skutki .

Otóż  byłem także przeciwnikiem kandydatury na to stanowisko Marka Sariusza-Wolskiego. Sariusz -Wolski jest , tak jak Donald Tusk,  wybitnym przedstawicielem estabishmentu unijnego w Polsce. Popierał on zarówno traktat lizboński, jak też ostatnio głosował za ratyfikacją umowy deregulacyjnej, zwanej "umową o wolnym handlu" pomiędzy Unia Europejską a Kanadą CETA. Umowa ta, uderza w żywotne interesy polskiego rolnictwa, zagraża bezpieczeństwu żywnościowemu naszego kraju, a przede wszystkim  prowadzi do destrukcji suwerenności państwa polskiego nad działającymi na jego terytorium międzynarodowymi korporacjami. Umowa ta prowadzi do ograniczenia praw obywatelskich w stanowieniu prawa i naraża nasze państwo na ekonomiczną eksploatację ze strony międzynarodowych korporacji. Sariusz -Wolski był członkiem PZPR  - to charakterystyczne- od 1986 roku. W swojej działalności reprezentował zawsze "wartości' tzw "głównego nurtu', z którym, przynajmniej na płaszczyźnie propagandowej PIS zawsze walczył. Sariusz -Wolski min głosował przeciwko uhonorowaniu rotmistrza Pileckiego. Dlatego wysunięcie tej kandydatury, wbrew temu co mówiła premier Beata Szydło, nie ma nic wspólnego z walką o zasady, a tylko świadczy, że mamy do czynienia z walką partyjną na płaszczyźnie unijnej. Po prostu chodzi tu o leninowskie "kto kogo"

Jestem też przeciwny do sprowadzania całej sprawy, jak to czynią publicyści i politycy opozycji, do obsesji Jarosława Kaczyńskiego na punkcie Donalda Tuska,  w ten sposób tłumacząc determinację lidera PIS w walce z jego  kandydaturą. Oczywiście Kaczyński ma swoje obsesje i swoje emocje, ale z pewnością nad nimi panuje, a nie im ulega. Kaczyński poniósł spektakularną klęskę  w postaci wyboru Tuska, ale w moim przekonaniu, ta klęska, była nie tylko przewidywana przez lidera PIS, ale była wkalkulowana w jego polityczną strategię. Jedynym możliwym zaskoczeniem dla niego może być tylko zakres porażki i kompletna izolacja Polski. Ale nakręcanie konfliktu o wybór przewodniczącego Rady Europejskiej, to dla Kaczyńskiego konflikt zastępczy, który ma doprowadzić do jeszcze głębszej polaryzacji politycznej polskiego społeczeństwa i ma na celu sprofilowanie wizerunku politycznego zarówno własnego, jak i konkurencyjnego obozu politycznego. To jest konflikt zastępczy, który ma ukryć dwie kwestie. Pierwsza to strukturalne podobieństwo obu stron sporu i drugie, ma odciągnąć uwagę od polityki PISu, która jest sprzeniewierzeniem się oficjalnie głoszonej ideologii. Otóż obie partie są partiami oligarchicznymi, partiami z których zostali usunięci hipotetyczni pretendenci do zakwestionowania przywództwa swoich liderów: Zbigniew Giżyński z PIS i Jarosław Gowin z PO. Są to partie, dla których życie polityczne sprowadza się tylko do konfliktu partyjnego, a interes kraju, jest tylko instrumentem w polityce partyjnej. Są to partie, które wiele łączy. Obie głosowały z a traktatem lizbońskim, obie popierają CETA, Jarosław Kaczyński zorganizował nawet znacznie większą , niż PO koalicję przeciwko projektowi ustawy o ochronie życia życiu dzieci nienarodzonych . Za rządów PO wprowadzono do polityki oświatowej przepisy o "niedyskryminacji", a za rządów PIS, rozpoczęto te przepisy są realizować w postaci propagowania w szkołach homoseksualizmu. O podobieństwie tych partii świadczy także łatwość przechodzenia z jednej do drugiej. Prominentnymi politykami PO są i byli byli działacze i ministrowie PIS Radosław Sikorski, Joanna Kluzik-Rostkowska, Antoni Mężydło, Michał Kamiński. A w drugą stronę prześli była wiceprzewodnicząca PO Zyta Gilowska i teraz Sariusz Wolski.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka