Mariasz Mariasz
90
BLOG

O paprykarzu, co go ze Stettin wiodą

Mariasz Mariasz Rozmaitości Obserwuj notkę 5

Weź sztokfisza. Riba może być chudsza, bo to inna tłustość zewsząd będzie. Skrój onego w dzwonka, rzuć do kociołka. Jak dojdzie, lepsze mięso odkraj, resztę zostaw na rybną polewkę, albo lepiej daj kotom, bo te okrutnie sztokfisza lubią. Kot za sztokfisza nawet głaskać się pozwoli, czego imaginować sobie nie można, gdy takiemu Whiskas dajesz.

Patelnię zlej oliwą. Ryż weź najlepiej basmati, suchy. Niech się tam grzeje, tylko ruszaj często, aż zbrązowieje i dojdzie.

Tego sztokfisza zmiel albo podłubaj. Weź pommodorową pulpę i oną murzyńską czerwoną przyprawę, jej nazwania akurat nie pomnę. Jak nie masz, dobra będzie i harissa, co ją z Kartaginey wożą. Łyżką wszystko mieszaj, ribę, ryż, pommodory, na ganek postaw, to zziębnie. Jeden sobie kaszki kuskus jeszcze doda, ale mało, każdy na wierzch listki pietruszki skroi i cytryną obłoży. Pietruszki, mówię, nie żałuj, tych cytryn też w kramach najdziesz dość. Jak gotowe, siędnij z kotami, i tego paprykarza szczecińskiego, wedle starożytnego przepisu, próbuj, że doń papryki dają, nie wierz, bo to ludzie łżą teraz nad miarę.

Mariasz
O mnie Mariasz

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Rozmaitości