Mariasz Mariasz
94
BLOG

Szalone sny Europy cz.1

Mariasz Mariasz Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 0

Osiem i pół

 

Już po „Dolce vita” Marcello był w Stanach popularny. Gdy w roku 1964 „Osiem i pół”, kolejny film Felliniego dostał Oskara, Marcello Mastroianni wybrał się w długą podróż do Ameryki. Towarzyszył mu przyjaciel, Guidarino Guidi, znał dobrze język angielski, mógł tłumaczyć i odbierać telefony.

Pewnego dnia do nowojorskiego hotelu zadzwonił niejaki pan Lombardo: „Proszę przekazać panu Mastroianniemu, że pragnie go poznać Greta Garbo. Spotkanie zaaranżujemy tak, aby wyglądało na przypadkowe”.

Mastroianni na spotkanie z Gretą Garbo nie miał najmniejszej ochoty. Guadrino, to jest okropny kraj, powtarzał. Ludzie nie spacerują, tylko jeżdżą samochodami. Ulice są tak czyste, że aż ta czystość oślepia. Nawet psiego gówienka na trawniku nie zobaczysz. A teraz, Guadrino, mamy iść na spotkanie ze złą macochą Królewny Śnieżki. Przypadkowe spotkanie ze złą macochą Królewny Śnieżki ! Co to za bzdura ? Mamy się zjawić na jej zaproszenie w jej własnym apartamencie i dziwić się, że ją akurat niespodziewanie spotykamy !? Jak opowiem to Florze, to znowu będzie krzyczała, że kłamię. To doprowadza mnie do szału, tak właśnie krzyczy moja żona. W środę na piazza del Popolo wypiłeś kawę! W barze Canova. Oszukujesz, tak jakbyś oddychał lub jadł! Nikt cię nie widział po drugiej stronie placu! Matko Boska, już wolałabym być na pustyni, gdzie muchy giną z braku wody !

Po wycofaniu się z branży Greta zamieszkała w Nowym Jorku, w siedmiopokojowym apartamencie z widokiem na Rzekę Wschodnią. Elegancką kamienicę nazwano „The Campanile”. Teraz Garbo spotykała się tylko z wąskim kręgiem znajomych. W towarzystwie nie bywała.

O siedemnastej pod hotelem stanął czarny cadillac. Po krótkiej jeździe wprowadzono ich do antykwariatu na East Side, na parterze kamienicy „The Campanile”, przy 52 Ulicy pod numerem 450.

Czekało na nich dwóch ludzi: ten, który się przedstawił jako pan Lombardo i drugi nieco starszy, toporny, włoskiemu aktorowi przypominał Jeana Gabina z „Ludzi za mgłą”. „Jean Gabin” pewnie był ważniejszy:

- Greta Garbo oczekuje panów na górze – powiedział „Jean Gabin” i skierował ich na drugie piętro, bocznym wejściem.

Mieszkanie było nieoznakowane, jedynie pod dzwonkiem widniała litera „G”.

Weszli do salonu pełnego dziewiętnastowiecznych mebli. W pokoju siedziały trzy kobiety. Dwie z nich „Jean Gabin” przedstawił, żona producenta kosmetyków Revlon, a ta pani to żona producenta z Hollywood.

Greta Garbo siedziała tyłem. Mastroianni zapamiętał jej klasyczny, elegancki ubiór, plisowaną spódnicę i pulower z kaszmiru. Garbo miała wtedy 59 lat. Była przepiękna, młoda, szczupła. Jednak pionowe bruzdy przecinały usta panny Garbo. Dziwaczne zmarszczki nadawały jej twarzy lisi, odpychający wygląd.

Marcello czuł się onieśmielony. Później opowiedział dziennikarzowi Constazo Constantiniemu:

Tak jak to było przewidziane w scenariuszu, udałem zaskoczonego jej widokiem i wykorzystując swój mizerny angielski zagaiłem:

- How do you do?

- Spojrzała w dół i, nie odpowiadając na moje powitanie, powiedziała:

- Beautiful shoes, the Italian shoes are very beautiful.

Uśmiechnąłem się jak głupek, nie miałem odwagi jednak powiedzieć, że buty są angielskie, a nie włoskie.

- Yes – wymamrotałem.

Dodała jeszcze:

- Italy is beautiful, Rome, the Pope...

Nastąpiła chwila krępującej ciszy. Mierzyła mnie wzrokiem z góry na dół i z dołu do góry. Czułem się straszliwie niezręcznie. Nagle poderwała się z miejsca i zaczęła tańczyć dziką cza-czę. Podobnie jak panie obecne w salonie, obaj z Guadrinem Guidim zupełnie oniemieliśmy.”

Mariasz
O mnie Mariasz

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura