Od lat słyszymy kłótnie uczyć religii, czy seksu w szkole. Krzyż na ścianach, czy automaty z prezerwatywami w szkolnych ubikacjach. Co jakaś opcja dojdzie do władzy narzuca swoje rozwiązania mniej, lub bardziej ortodoksyjne. Jakie jest rozwiązanie?
Demonopolizacja nauczania, czyli likwidacja Ministerstwa Edukacji Narodowej. Minister może trybem nakazowym zmienić zestaw lektur szkolnych, zmienić program nauczania nazywając żołnierzy z niepodległościowego podziemia bandami walczącymi z władzą, a walczącymi z nimi nazwać bohaterami narodowymi. Po zmianie władzy działanie jest na odwrót. Jeden podpis ministra i wywraca się programy do góry nogami. Mniej matematyki, więcej matematyki. Szkoła bez religii, szkoła z religią i tak od trzydziestu paru lat ciągła reforma.
Ja należę do pokolenia które chodziło na religię do baraku katechetycznego zlokalizowanego w miejscowej parafii. Miałem kilku katechetów – jednych wspominam dobrze jak księdza Adama i tak sobie jak księdza EksPressa – który znany był z tego że lubił szybko jeździć samochodem i na cztery lata ogólniaka trzy przeleżał w szpitalu.
Na czym ma polegać ta demonopolizacja? w skrócie na pozbawieniu wpływu państwa (czytaj osób zacietrzewionych ideologicznie) na proces nauczania dzieci i młodzieży. MEN powinien być departamentem w Ministerstwie spraw wewnętrznych i administracji ustalający zasób wiedzy jaki mają przyswoić na poszczególnych etapach nauczania uczniowie i zasady przeprowadzenia egzaminu. Należy znieść obowiązek szkolny, a obowiązek nauczania (może być domowe) jako przymusowy zostawić do 15 roku życia. Tak było za moich młodych lat. Relegowano ze szkoły leserów i obiboków, chuliganów wylatywali i nikomu nie przeszkadzało to że nie skończą szkoły podstawowej.
Po ostatnich działaniach szefostwa MEN, organizacje katolickie zawyły świętym oburzeniem, organizacje laickie zawyły wielkim aplauzem. Co zmiana władzy to zmiana programów nauczania. Jak się tego ustrzec. Pamiętam jak w latach 70 ubiegłego wieku, kiedy ja chodziłem do szkoły na tapecie była reforma szkolnictwa i tak zwana 10 latka nic z tego (i dobrze nie wyszło). Reforma wzorowana na radzieckim systemie szkolnictwa.
W 1981 roku byłem w Hybrydach na II OPPA i tam Wały Jagiellońskie zaśpiewały modyfikację Pierwszego Elementarza i takie słowa wpletli my jesteśmy za reformą szkolnictwa, ale od elementarza wara .
Moja propozycja dla parafii, organizacji kościelnych, katolickich – zamiast biadolić weźcie sprawy w swoje ręce. Lobbujcie za bonem oświatowym – kiedyś UPR poprzedniczka Konfederacji miała to w swoim programie wyborczym. Zamiast budować kolejne kościoły – remontujcie sale katechetyczne i masowo, powtarzam masowo przejmujcie szkoły przeznaczone do likwidacji i organizujcie tam katolickie szkoły społeczne z religią i krzyżem na ścianach. Owszem na początku trzeba będzie się użerać z jakimś kuratorem oświaty. Ten sam apel do organizacji nazwijmy to laickich – organizujcie szkoły bez krzyża i religii. Nikt wam nie narzuci przy zmianie władzy programu na nauczania z religią.
Tak gwoli prawdy historycznej na zasadzie rozdziału „kościoła od państwa” (szydera to jest). w 1597, św. Józef Kalasancjusz otworzył pierwszą bezpłatną i powszechną szkołę podstawową w Europie od tego wywodzi się zakon Pijarów czyli pobożnych szkolników. Można wykorzystać bogate doświadczenie tego zakonu i zrobić powszechne szkoły na początek podstawowe w każdej parafii.
I na koniec anegdota kolega ze studiów na przełomie lat 70/80 tak mi powiedział że w Krakowie chodził do Pijarów gdzie wysłał go ojciec. Mówił w tej szkole rozbrykane dzieci komunistycznych notabli były stawiane z powodzeniem do pionu. Jego ojciec był z nomenklatury, a ten mój studencki kolega potrzebował „wyprostowania”. Jak zakonnicy to robili tego nie wiem, ale robili to skutecznie, skończył studia dosyć ciężkie na wydziale lotniczym.
Podsumowanie PiS miał sejm, senat, prezydenta, Trybunał Konstytucyjny i podczas reformy szkolnictwa (idącej w słusznym kierunku) nie poszedł o krok dalej w decentralizacji nauczania. Mam przekonanie graniczące z pewnością że szkoły Katolickie, parafialne, czy prowadzone przez zakonników cieszyłyby się powodzeniem nawet wśród rodziców o nastawienie mocno proeuropejskim. Zamiast lamentować do św. Czarnka może należy zacząć działać i organizować może nie podziemne, ale niezależne szkolnictwo, wykorzystując doświadczenie zakonu Piarów, zaplecze materialne i lokalowe parafii przy wsparciu medialnym TV Trwam, Radia Maryja.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)