47
BLOG
Nie bójmy się jesieni
W swoich wpisach staram się wprowadzić trochę optymizmu, gdyż na Forum zawsze dużo grozy.Zastanawiam się, dlaczego osoby interesujące się polityką, a sam siebie do takich zaliczam, ciągle ubolewają nad brakiem obiektywności w mediach, nad manipulacjami. Ot pierwszy, aktualny przykład: że mówi się i pisze o Marcinkiewiczu, aby przykryć nowelizacje ustaw o SKW i SW. Albo wręcz snujemy domysły, co też kombinuje Dziennik, pisząc z przodu o Marcinkiewiczu a gdzieś z tyłu o Bondaryku.A ja się tak zastanawiam, jakie to ma tak naprawdę znaczenie? Przecież zarówno użytkownicy tego Forum jak i inne osoby, którym nieobojętna jest polityka, zawsze dotrą do niezależnych źródeł, zawsze są w stanie wyrobić sobie własne zdanie, choćby to były opinie skrajne. Ja osobiście S24 znalazłem dzięk Interii, tu z kolei natrafiłem np. na niezależna.pl i tak dalej. (grupy dyskusyjne, Fronda...)Po drugiej stronie mamy Szkło kontaktowe, GW, całe WSI24 itd. Odbiorcy tychże mediów raczej nie są reformowalni, a już napewno nie drogą przekazu medialnego - za mocno sformatowane głowy. Ich może oświecić tylko jakieś tąpnięcie.Myślę, że podświadomie martwimy się o tzw. "społeczeństwo", że słucha Zetkę i RynszTOK, czyta Fakt, ogląda Fakty i Wydarzenia. I ponieważ w owych mediach ostro się manipuluje, to Plarforma ciągle jest górą - przynajmniej w sondażach. Boimy się, że w "swoim czasie" znów zagłosują na PO.Martwimy się, że ciągle wyciąga się "króliczli" z kapelusza i manipuluje za ich pomocą społeczeństwem (czytaj: wyborcami) Zastanawiamy się z lekką nawet nutą obawy, czy wystarczy tych tricków do wyborów prezydenckich - czy Donald Tusk je może wygrać?Otóż wydaje mi się że nie można, albo że raczej nie ma potrzeby mierzyć wszystkich ludzi (przy całym dla nich szacunku) jedną miarą. Twierdzę, że większość społeczeństwa absolutnie nie interesuje się polityką, i ma do tego pełne prawo. Ja sam nie interesuję się tysiącami różnych spraw, Państwo zapewne też.I tak pewnie dla 80% społeczeństwa nie znane są pojęcia: "komisja sejmowa", WSI, SKW, służby specjalne, raport Macierewicza, korporacje. Ludzie nie wiedzą kto to jest np. Komorowski, itd itp. Śmiem powiedzieć, że 90% ludzi nie czyta gazet (od Faktu w górę), nie ogląda programów publicystycznych a jedynie "z obywatelskiego obowiązku" wieczorne wydanie, że tak powiem, dziennika.Połowa z tych osób nie jest też czynnymi wyborcami. Owszem, mają jakieś tam sympatie polityczne (pamiętam taki tekst: na kogo by pani zagłosowała? na Kwaśniewsiego. A dlaczego? Bo jest przynajmniej przystojny...), ale nie są one na tyle istotne, żeby iść na wybory. Osoby te wychodzą niekiedy z słusznego założenia, że "skoro się nie znam na polityce, to po co mam głosować? Jeszcze źle zagłosuję." W większości przypadków nie głosują jednak dlatego, że im się nie chce. Warto zauważyć, że w miarę trwania naszej demokracji, frekewncja w wyborach parlamentarnch zamiast zwiększać - stale się zmniejsza, by w 2005 roku osiągnć ok. 40%W tym momencie dochodzimy do precedensu - wybory 2007. Dwuletnia nagonka na PiS, na "Kartofle", lament - jaki oto wstyd przynoszą Polsce rządy Kaczyńskich, lament który wypływał z każdego głośnika, monitora, telewizora i niemal każdej gazety spowodował, że ci nie interesujący się polityką ludzie nagle się nią zainteresowali i postanowili coś zrobić dla Polski. Bo wszystko wszystkim, ale Polak swój honor ma i nikt nie będzie go kompromitował, zwłaszcza za granicą!I to właśnie, w połączeniu z mega-obietnicami Tuska, którego też nikt z tych ludzi nie znał (jestem tego w 100% pewien), a który jawił się jako wybawiciel (fenomen conajmniej na miarę Tymińskiego) i któremu nie było powodów nie wierzyć, spowodowało że do wyborów pognało dodatkowe 15 - 20% ludzi, aby "zmienić Polskę"I sedno sprawy. Ci ludzie w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku obywatelskiego, osiągnęli już połowiczny sukces. Odsunęli Kaczorów od władzy. O to bowiem prosił wybawca z nikąd - Donald Tusk. Zapewniam, że wyborcy Tuska nie oglądają teraz w napięciu "Magazynu 24 godziny", tylko raczej "M jak miłość". Ich wyborcza misja została bowiem spełniona.Natomiast z całą pewnością czekają na CUD godpodarczy. Na poprawę stopy życiowej, na podwyżki, autostrady, stadiony, pywalnie i powrót emigrantów. Czy się doczekają? Jak długo będą czekać? Czy ktoś naprawdę sądzi, że będą czekać do jesieni 2010 i jeszcze wtedy zagłosują na Tuska?Ludzie już "pękają", choć jeszcze nie chcą się do tego przyznać. Obserwuję to wśród znajomych. Ale lawinę spowodować może w każdej chwili nawet jeden kamyczek. Jak rysuje się przyszłość w gospodarce i infrastrukturze - nikogo nie muszę uświadamiać. Z uporem maniaka przypomnę tylko, że wkrótce nadejdzie też Euro-kompromitacja 2012 - coś, co zmiecie każdą rządzącą partię ze sceny politycznej i napewno nastąpi to przed 2010 rokiem. Wszak prawdziwy organizator tej zacnej imprezy musi mieć trochę czasu, nawet jeśli ma już dziś 5 czy 10 stadonów, autostrady, hotele i lotniska.Nie obawiałbym się absolutnie o ludzi młodych, którzy pół roku temu masowo głosowali, często poraz pierwszy w życiu. Operatorzy telefonii komórkowej najlepiej wiedzą, jak nielojalna jest to klientela. Ci "klienci" nie mają sentymentów. Kiedy zorientują się, że politycy (tak ogólnie) ich "wydymali", nigdy im tego nie wybaczą. O ile nawet nie otworzą im się oczy, o tyle już napewno nieprędko zagłosują na kogokolwiek. Za to wyobrażam sobie ich aktywność w cyberprzestrzeni - nie zostawią suchej nitki na Tusku i jego ekipie. A w tej materii młodzież ma nieoganiczone pomsły i możliwości.Oczywiście reżimowe media będą nadal karmić społeczeństwo swoją sieczką, ale odbiór będzie coraz słabszy, aż w pewnym momencie nawet najoporniejsi poczują, że nad tym wszystkim zaczyna unosić się jakiś smrodek. Swoją drogą, akcje TVN-u już nieźle pikują.Kolejne wybory, niewykluczone że przedterminowe, zaowocują zapewne frekwencją grubo poniżej 40%, czyli zagłosuje z 10 mln obywateli. Nie sądzę, żeby PiS-owi do tego czasu ubyło coś z jego 5-milionowego elektoratu. Przeciwnie. Tak czy inaczej, do wyborów jest zapewne trochę czasu. Platforma zużywa się szybciej, niż przypuszczałem, a parasol ochronny w końcu pęknie.Nie ma sensu przejmować się medialną wrzawą. Szkoda nerwów. Z drugiej strony widać, że media to jedyny oręż reżimu. Mogą tylko krzyczeć. Ewentualnie pisać listy. Wydaje mi się, że nawet politycy PiS-u nie przejmują się zanadto tą całą nagonką. Widać to w debatach TV, kiedy często jakiś PiS-owiec mógłby "dowalić" oponentowi, a tego nie robi. Bo i po co? Mocniejszy PiS = mocniejszy atak. Że sondaże? A czy wybory mają być za miesiąc?Wybory zazwyczaj odbywają się w jesieni. Tej, czy kolejnej - jestem spokojny o wynik.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)