Czytam ostatnio ze zdumieniem artykuły opisujące „fenomen" Sławomira Sierakowskiego i środowiska „Krytyki Politycznej", które miałoby utworzyć w przyszłości tzw. nową lewicę. Jakiś czas temu zaczęła Rzepa w PlusieMinusie, a dzisiaj przeczytałem tekst Artura Bazaka z „Gościa Niedzielnego". Jednym zdaniem komentując: to dość specyficzna publicystyka.
Klimat tych tekstów polega na potrzebie jak najlepszego opisania „naszego wspólnego wroga", by się skutecznie przed nim bronić. A że Sierakowski jest bardzo uwodzicielski intelektualnie, to staje się tym bardziej niebezpieczny - mógłby przecież przekonać tych, którzy są mniej pewni „naszej" idei. Więc, jak napisano w Rzepie, „lepiej zabić gada póki mały".
Przyznam się, że Sierakowski również mnie fascynuje, ale trochę z innych powodów. Nie wpadłbym jednak na pomysł pisania o nim obszernego artykułu - to trochę niezdrowe, moim zdaniem. Przypomina to fascynację homofoba światem homoseksualistów - pogardza, jest zniesmaczony, obrzydzony, ale oczu oderwać nie może i nie przestaje wciąż mówić, jakie „to" ohydne.
Sierakowski jest dla prawicy takim Innym, którego się boi, ale który urzeka. Jest niebezpieczny, ale przynosi świeżość. Pytanie tylko do tzw. niezależnych publicystów - czy wasze obawy nie odkrywają tego, jak bardzo jesteście, tak naprawdę, zależni. Uważajcie na Sierakowskiego - on wam to powie prosto w twarz!


Komentarze
Pokaż komentarze