Czy patrząc na ministra edukacji pomyślałby ktoś, że ten zwalisty chłop lubi być poniżany? A któryś ze zwolenników znanego watażki Andrzeja Leppera, stojący przy nim, bo tak dobrze dowala rządzącym, mógłby sobie wyobrazić, że prowokacje CBA czy połajanki premiera będą wzmagać w nim tylko chęć trwania u boku Jarosława Kaczyńskiego?
Z drugiej strony barykady mamy szefa rządu. Niby to człowiek marnego wzrostu, ale za to zadziornego charakteru. Nie przepuści okazji, aby uczciwie stłuc swoich koalicjantów. O atakowaniu Platformy Obywatelskiej już jakby zapomniał - ma przecież pod ręką dwóch takich, którzy lubią być okładani, a PO może oddać.
Ten układ sado-maso trwa już dwa lata. Zdarzają się co prawda chwile, gdy komuś puszczą nerwy i panowie wyzwą się od warchołów, ale ogólnie wszyscy są zadowoleni mogąc postępować zgodnie ze swoja naturą i realizować swe instynkty. Co nam do tego - w końcu od dawna obowiązuje zasada, że jeśli na coś, z pozoru niezbyt zdrowego, godzą się wszyscy uczestnicy jakiegoś związku, to ich sprawa co się dzieje w zaciszu alkowy.
Jedyny mankament w tym, że takie praktyki przystoją raczej w sypialni, a nie na scenie politycznej, która ze swej natury jest obserwowana przez wszystkich zainteresowanych.
Swoją drogą, może rzeczywiście premier zdecydowałby się na publiczne wybiczowanie wicepremierów. Opinii międzynarodowej już nam bardziej zepsuć nie można, a przynajmniej zostalibyśmy wybrykiem natury w światowej skali, co przyczyniłoby się do wzrostu dobrobytu całego społeczeństwa dzięki zalewowi dewizowych turystów. Trzy rządzące nami populistyczne partie mogłyby też wówczas ogłosić zrealizowanie programu powszechnego dobrobytu i rządzić bez przeszkód przez kolejne kadencje.
Alleluja i do przodu!


Komentarze
Pokaż komentarze (5)