Był sobie sławny szachista, który pewnego dnia otrzymał wyjątkowo odpowiedzialne zadanie - miał pokierować całym państwem. Wtedy jednak okazało się, że znajomość szachowych zagrywek i przekonanie o własnej nieomylności nie wystarczają.
Ów szachista miał też brata, który był trochę mniej zdolny, ale za to z zapałem realizował jego plany. Miał też swoją partię, która się nazywała chyba Tu Jest Polska (TJP). Wnoszę tak, bo gdzie nie pojechał na spotkania jakichś grup wsparcia, to krzyczał: „Tu Jest Polska”. Obserwujący ukochanego przywódcę z czasem doszli do wniosku, że Polska jest w całkiem innym miejscu niż on wskazuje.
Co jest bardzo cenne, ukochany przywódca posiadał przekonanie o własnej jakże ważnej roli. Z czasem utwierdzając się coraz bardziej w swoich racjach zaczął uważać się za zbawiciela państwa, a swoje koncepcje za jedyne mogące ocalić kraj przed ostatecznym upadkiem.
Wszyscy jednak najbardziej podziwiali pierwszy wielki manewr Szachisty. Zaraz po wyborach ominął partię, z którą był już po słowie i postanowił skonsumować przystawki. Robi to z widocznym obrzydzeniem, ale co by nie mówić wszystko trwa już dwa lata.
W skład ugrupowania Tu Jest Polska wchodziła wcześniej partia Prawych Czekistów (PC). Ukochany przywódca tak naprawdę ufał tylko byłym członkom PC - równie jak on przeświadczonych o dziejowej misji, a do tego wiernych jak pewne machające ogonkami zwierzęta domowe.
Partia Tu Jest Polska obiecała Polakom 3 miliony mieszkań, ale okazało się, że w miejscach, gdzie zbiera się na wezwanie pewnego ojca cała Polska, nie pojawia się tak znaczna liczba prawdziwych Polaków, a więc problem rozwiązał się sam.
Obiecali też autostrady, ale ostatecznie zdecydowali się skoncentrować najpierw na wyodrębnieniu uprawnionych do poruszania się po nich. Okazało się, że ci najlepsi z najlepszych w swojej skromności nie posiadają pojazdów zdolnych do poruszania się na płaskim terenie z prędkością 40 km/h. I ten problem rozwiązał się więc sam.
Na koniec zaczęły się podnosić głosy, że może nie chodzi w tym wszystkim o przezwyciężanie obrzydzenia i zredukowanie Polski do rozmiarów zwolenników ugrupowania Tu Jest Polska. Wielki Szachista już jednak nie słuchał - planował 10 ruchów do przodu i marzył, że w jego kraju mieszkać będą kiedyś sami Polacy, a pozostali liberałowie i inni pomyleńcy mający własne poglądy skorzystają z otwartych granic i krainę szczęśliwości opuszczą. Nie zauważył nawet, że na szachownicy nie ma już figur.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)