Życie duże i małe
Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł. - Norwid @ Polacy są sobie wrogami nieubłaganymi. – Piłsudski @ Tylko głupcy nazywają samowolę wolnością. - Tacyt @ Piekło to ledwie niemożność miłości. - Norwid
59 obserwujących
284 notki
1358k odsłon
  2932   0

Na upały - Wicherek! Czesław Nowicki, pierwsza pogodynka

Pomimo to, widzowie wszystko Mu wybaczali i darowali, bowiem… obdarzony był wielkim poczuciem humoru, a nawet – vis comicą… Inaczej patrzyły na to władze. Z biegiem czasu – coraz bardziej uwydatniały się Jego braki wykształcenia; od dziennikarza, nawet „zapowiadacza pogody” – „pogodynki” – oczekiwano jednak wiedzy interdyscyplinarnej. W obecnych czasach mógłby być: „Obywatelskim Zapowiadaczem Pogody”…

Do telewizji trafił zza redakcyjnego biurka "Życia Warszawy". Przed 30.-letnim dziennikarzem od razu postawiono ogromne wyzwanie - zapowiedź pierwszej prognozy. W 1958 roku na tle odręcznie namalowanej mapy, a w zasadzie tylko konturów Polski, na której temperatury wpisywano za pomocą kredy, pojawił się korpulentny prezenter. Jego jowialny wyraz twarzy i opowiadanie o pogodzie z odrobiną humoru sprawiły, że szybko zdobył sympatię widzów.

W czasach, gdy telewizyjne studio było wyjątkowo skromne, "Wicherek" urozmaicał prognozy różnymi atrybutami, które dostawał od widzów. Często pokazywał przed kamerami nadesłane z różnych stron Polski okazy nad wyraz dorodnych grzybów czy ryb. Suche informacje na temat temperatur i opadów zawsze okraszał drobnym żartem. Z tego powodu zyskał opinię dowcipnisia.

NAJBARDZIEJ ZNANE JEGO POWIEDZENIE BRZMI - NIE TYLKO W MOICH USZACH - DO DZIŚ DNIA: „LEPSZY WYŻ – NIŻ…”.

PLOTKI, PLOTKI… Inni twierdzą, że by złagodzić krnąbrny charakter "Wicherka", w 1963 roku przydzielono mu do pomocy "CHMURKĘ", czyli ELŻBIETĘ SOMMER. Według plotek, nowa pogodynka została wprowadzona dla zachowania równowagi… Choć Sommer przyznała kiedyś, że istotnie "Czesio się trochę stawiał", to stanowczo odżegnuje się od opinii na temat jakichkolwiek nacisków na prezenterów w sprawie prognoz.

Jak wspominała po latach na łamach tygodnika "Polityka": -- To wierutna bzdura! [...] O żadnych naciskach nie było mowy. Czasem tylko na porannym zebraniu dyrektor, gdy zapowiadał się deszczowy ranek 1. maja, ale potem słońce - prosił: -- Elu, nie strasz ludzi ...! ;))

Faktem jest jednak, że zejście Nowickiego z ekranu dla wielu widzów było zaskoczeniem. Ale "Wicherek" nie pozwolił - na szczęście - o sobie zapomnieć...

Niedługo po odejściu z TVP zaczął jeździć po Polsce z estradowymi występami z cyklu "Spotkania z Wicherkiem", które mu między innymi organizowała siostra mego Ojca, IRENA GAN – jako szefowa przez 42 lata - najpierw Artosu, a później Estrady Wielkiej Kielecczyzny a także i po części – Estrady Łódzkiej. Później występował gościnnie w wielu kultowych serialach, w których zagrał siebie samego: „Wojna domowa” (1966) i „Dom” (1982) oraz obrazach: „Wielka, większa i największa” (1962), „Kłopotliwy gość” (1971) i „Nie lubię poniedziałku” (1971).

Po powrocie mego Ojca do Warszawy, po 20. latach pracy korespondenta z Zakopanego i południowej Polski – prowadził On Dział Społeczny, zorganizował popularny dział ekspertów: „Dziś Telefon – Jutro Odpowiedź”, wreszcie był sekretarzem redakcji „Życia Warszawy”. A kiedy Jego ogólnopolskie akcje: „Bank Miast”, „Zwyczajni – Niezwyczajni” oraz „Żyjmy Zgodniej” – podchwyciła TVP – zaczął wyjeżdżać w tak zwany Teren – właśnie z CZESŁAWEM NOWICKIM - Wicherkiem na spotkania z Czytelnikami.

 Te „chałtury” – jak mówił – organizowała między innymi Estrada Wielkiej Kielecczyzny w najodleglejszych zakątkach, gdzie nawet nie było elektryczności a „diabeł mówił dobranoc”… Na wielu tych spotkaniach byłem i – choć właśnie kończyłem liceum - „miód i wino piłem”…

*   *   *

WICHEREK – Czesław Nowicki – miał wiele pomysłów na życie, rozmaitych przedsięwzięć. Był Człowiekiem pełnym inicjatyw, pomysłów, a także – potrafił, pomimo różnych „przeciwności losu” – ustawić się w każdej rzeczywistości. Wciąż „miał za złe” memu Ojcu, że choć jest na ryczałcie 500 zł nie dorabia sobie, jako na przykład rzecznik prasowy Kolei Linowych w Zakopanem, którego dyrektorem był przyjaciel naszego domu Kamienicki (tragicznie zmarł śmiercią, podobno..., samobójczą) lub – rzecznikiem Orbisu. To samo powtarzał Ojcu ówczesny red. naczelny „Życia Warszawy” Henryk Korotyński, który wpadał do Zakopanego i – co oczywiste – odwiedzał „Oddział ‘ŻW’ w „Cichej”. Pokazywał dziesiątki pogróżek i donosów na Ojca, które trafiały na jego ręce. Bał się o Jego życie. Zawsze spotykał u Ojca 'tabuny' górali, którym On starał się pomóc…

Ojciec odpowiadał tylko: -- Wy nie znacie realiów Zakopanego. Nikomu tu podlegać nie mogę. Polują na mnie. Pomagam Góralom w walce z mafią prawników, miejskich urzędników i nie tylko…, którzy ciągną „procesy stulecia” o miedzę, przejazd na własne pole. Wyciągają od nich wszystkie pieniądze; całe rodziny siedzą w więzieniach, bo wdają się w bójki, gospodarki upadają a im w to graj… Złodzieje!

image

-- Gdybym nie podlegał Warszawie, już dawno by mnie załatwili. Fakt faktem – był wrogiem wszelkich Układów, Kolesiostwa, Kumplostwa, a co za tym idzie – także Komitetu Miejskiego Partii z tow. Woźniakiem i Kogutkiem na czele, ale także „miał na pieńku” z ówczesnymi władzami miejskimi Zakopanego, którym wytykał na łamach „Życia Warszawy” oraz w „Muzyce i Aktualności” Pr. I PR rozmaite „zaniechania”, kolesiostwo, nepotyzm, niegospodarność, a nawet korupcję...

(Tylko na przełomie lat 50. i 60. ub. wieku w Zakopanem zginęło dwóch dziennikarzy z "Gazety Krakowskiej" i jeden z krakowskiego "Echa". Sprawców nie znaleziono.)

image

Gazda "Cichej" nad Cichą Wodą - prof. Karol Kłosowski z Ojcem.

ALE PRZECIEŻ TAKA JEST ROLA, ZADANIE - POWOŁANIE, RZETELNOŚĆ, ETYKA – ZAWODOWEGO DZIENNIKARZA OD ZARANIA TEGO ZAWODU, KTÓRY NIE JEST ŻADNYM "OBYWATELSKIM" HOBBY…

Marr jr 

image

image

Zobacz galerię zdjęć:

Lubię to! Skomentuj65 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura