A jednak państwo polskie mnie czymś miły zaskoczyło. 28 stycznia br. udałem się w swoim rodzinnym mieście na rozmowę rekrutacyjną do urzędu zajmującego się funduszami unijnymi. Sposób, w jaki przeprowadzono ze mną rozmowę był skandaliczny, dlatego też w ciągu kolejnych dni wysłałem skargę do Starostwa, któremu podlega ten urząd. Pani, która ze mną przeprowadziła rozmowę nawet się nie przedstawiła, mogę tylko podejrzewać z kontekstu rozmowy, że była to dyrektor tego urzędu. A jako, że prawo pozwala mi na wystosowanie takiej skargi drogą elektroniczną tak też zrobiłem i ...oczywiście odpowiedzi nie uzyskałem.
Tego się właściwie spodziewałem, że kompletnie nikt się tym nie zainteresuje w urzędzie. Żeby jeszcze bardziej sprawdzić jak działają e-urzędy wysłałem do instytucji państwowej pełniącej funkcję nadzorującą i kontrolną przy wydawaniu unijnych pieniędzy, aby wypowiedziała się w pewnej wątpliwości. Bowiem moje zastrzeżenia nie dotyczyły tylko i wyłączne zachowania dyrektorki, ale i jej kompetencji. Na stronie internetowej tego urzędu zaważyłem pewną nieprawidłowość, a że Unia jest skrupulatna, to chyba nie musze tego mówić. Oczywiście zapytanie też skierowałem drogą elektroniczną i...oczywiście nie doczekałem się żadnej odpowiedzi.
Zatem po półtoramiesięcznym oczekiwaniu wysłałem zażalenie do MSWiA na obie instytucje, oczywiście drogą elektroniczną i. ..ku mojemu zaskoczeniu doczekałem się odpowiedzi. MSWiA wysłało ponaglenie do tych urzędów o wystosowanie odpowiedzi do mnie. Czyli jednak da się czytać e-maile. Niestety to tylko potwierdza, że istnieje przepaść między Warszawą, a resztą Polski w kwestii podejście urzędników do obywateli. A że mam doświadczenie w kontaktach tu i tu wiec mogę to stwierdzić na sowim przykładzie.
Że pozwolę sobie na przytoczenie inne doświadczenie, kiedy to poszedłem do urzędu po zaświadczenie i Pani w trakcie wydawania mi tego zaświadczenie odebrała telefon i zaczęła rozmawiać o tym, co dziś ugotuje na obiad. Poczułem się na filmie Barei.
Dodam jeszcze tylko, że swoją sprawą próbowałem zainteresować lokalną gazetę, bowiem przeczytałem w niej kiedyś artykuł, gdzie opisywano sytuacje innego czytelnika, który narzekał na straż miejska za wystawienie mandatu za przejście przez ulice w niedozwolonym miejscu. A podobno wielu ludzi tak robi w tym miejscu, zatem narzekał w gazecie, dlaczego to on został tylko ukarany. I z tego jego narzekania powstał artykuł, dlaczego straż miejska jednych karze, a innych nie. Wydawało mi się, że skoro gazeta opisuje takie przypadki, to i zainteresuje się moim. Dlatego wysłałem, a jakże by inaczej drogą elektroniczną swoją przygodę i oczywiście...nie doczekałem się odpowiedzi.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)