Martynka Martynka
3117
BLOG

LEWITUJĄCY SEREMET, CZYLI PROKURATURA BADA WYBUCH

Martynka Martynka Polityka Obserwuj notkę 42

 

Niemal od pierwszych tygodni prowadzonego śledztwa, gwiazdą konferencji Naczelnej Prokuratury Wojskowej stał się pułkownik Ireneusz Szeląg, który zasłynął, parafrazując słowa poety, z  „giętkiego języka”,  mówiącego nie zawsze, a raczej rzadko to, co pomyślała głowa. Wszyscy pamiętamy te niezwykłe wprost słowne akrobacje szefa WPO, kiedy kilkanaście miesięcy temu usiłował wytłumaczyć w sposób racjonalny to, co nigdy racjonalne z punktu widzenia postępowania procesowego nie było i być nie mogło: ostentacyjne niszczenie wraku przez Rosjan, będącego kluczowym materiałem dowodowym. Wówczas też pojawiła się nazwa na określenie tego specyficznego sposobu tłumaczenia przez wspomnianego pułkownika rzeczy prostych, tak, aby nie skłamać, ale prawdy nie powiedzieć – „lewitacja Szeląga”.

Trudno uciec przez podobnym wrażeniem  lewitacji, czytając w najnowszym „Wprost” wywiad z Prokuratorem Generalnym Andrzejem Seremetem . Można odnieść wrażenie, że szef PG zdaje się często odrywać od ziemi, fruwając kilka metrów ponad nią, stając się w ten sposób wiernym, choć mało pojętnym uczniem pułkownika Szeląga.  Prowadzący wywiad Andrzej Stankiewicz i Cezary Bielakowski swoimi pytaniami chwilami przypierali pana prokuratora do przysłowiowej ściany, wydobywając z niego wiele cennych, choć w specyficznej formie podanych, informacji na temat najnowszych wyników badań prowadzonych w ramach śledztwa smoleńskiego.

 Jak to się stało, że prokuratura po wielokrotnie ogłaszanym już zakończeniu badania wątku zamachu nagle do niego powróciła?

Andrzej Seremet przyznaje, że ogłaszając tezę o braku dowodów na eksplozję bazował na danych z Wojskowego Instytutu Chemii i Radiometrii , jak również na danych z czarnych skrzynek, w tym z polskiego rejestratora ATM. Trzeba przyznać, ze wyjątkowo skąpy to materiał dowodowy z uwagi na fakt, że wspomniana przez pana prokuratora opinia WIChiR nie opisywała wyników badań wraku, czy poszczególnych jego elementów, ale dotyczyła badań przekazanych przez Rosjan fragmentów odzieży, mającej należeć do ofiar, a także fragmentu parasolki oraz kilka banknotów. Należy tu dodać, że nie było żadnej informacji, z której części samolotu pochodziły badane fragmenty odzieży, ani nawet, w którym sektorze zostały odnalezione, co wydaje się kluczowe. Podobnie rzecz się ma z rejestratorami: nie mogła zostać w nich zarejestrowana główna eksplozja, gdyż w chwili wybuchu skończył się zapis na wysokości około 15 m( tzw „zamrożenie” aparatury pokładowej) w wyniku gwałtownego przerwania zasilania, w tym czasie nastąpiły też lawinowe awarie trzech generatorów prądu, co wskazuje na wręcz gigantyczną siłę eksplozji.

 Jak zatem można było na tak skąpej i niepewnej podstawie wydać werdykt o braku wybuchu? Pan prokurator nie był w stanie na to pytanie sensownie odpowiedzieć, jak również nie potrafił wyjaśnić, dlaczego komisja Millera zdecydowanie wykluczyła wybuch, nie dysponując żadnymi innymi dowodami ponad te, które posiadała prokuratura wojskowa, a które powołani przez nią biegli uznali za niewystarczające do wydania opinii o braku eksplozji na pokładzie samolotu. Można powiedzieć, iż ta opinia biegłych NPW de facto podważa wiarygodność raportu Millera i to podważa w sposób bezdyskusyjny. Jeżeli bowiem materiał, na którym oparli swoje twierdzenia eksperci komisji Millera okazał się na tyle niewiarygodny, że należało wykonać badania wraku na obecność materiałów wybuchowych, to wnioski końcowe tego dokumentu są nieuprawnione, bo pozbawione podstaw w postaci dowodów.

 W wyniku zastrzeżeń biegłych, którzy nie zgodzili się podpisać pod tezą wykluczającą wybuch prokuratura na nowo wszczęła badanie wątku zamachu na pokładzie TU 154M, o czym mówi Seremet:

"A. Seremet: Zastrzegałem: zaczniemy znów badać ten wątek, jeśli pojawią się nowe możliwości dowodowe.

Dziennikarze: Rozumiemy, ze sytuacja się zmieniła.

A. Seremet: Tak, po powołaniu biegłych pomagających nam w śledztwie. Uznali oni, że należy przeprowadzić bardziej szczegółowe badania wraku, w tym na obecność  materiałów wybuchowych”.

 Prokurator Generalny potwierdził też, że istotnie na wraku znaleziono materiały wysokoenergetyczne, podobne do materiałów wybuchowych, a fakt umycia wraku przez Rosjan nie przeszkodził w ich odkryciu. Dziennikarze zadali w tym miejscu ważne i można by rzec kluczowe dla całego wywiadu pytanie, mianowicie:

Dziennikarze: Czy kiedykolwiek nazwy materiałów wybuchowych - takie, jak trotyl, nitrogliceryna, C4, czy inne – padły z ust szefa Wojskowej Prokuratury Okręgowej płk. Ireneusza Szeląga, gdy pod koniec września przyszedł do pana? Czy może pierwszy raz usłyszał je pan od naczelnego „Rzeczypospolitej?

A. Seremet:Chyba padały informacje ze strony płk. Szeląga, ze te cząstki mogą być składnikiem materiałów wybuchowych.”

 Czego można się dowiedzieć z powyższej wymiany zdań?

Otóż wydaje się jasne, że o konkretnych nazwach materiałów wybuchowych znalezionych w Smoleńsku, takich jak trotyl, czy nitrogliceryna, prokurator Seremet nie dowiedział się z publikacji Rzeczpospolitej, ale od szefa WPO płk. Szeląga, który został o tym fakcie powiadomiony przez przebywających w Smoleńsku prokuratorów i biegłych. To oni przekazali do Warszawy w końcu września tę druzgocącą wiadomość, która stała się powodem gorączkowych wizyt Szeląga u Seremeta i Seremeta u Tuska.

A zatem informatorzy Cezarego Gmyza przekazali mu wiadomości zgodne ze stanem faktycznym, a ten miał pełne prawo je opublikować. Płk Szeląg nie rozmawia bowiem z prokuratorem Seremetem i nie wszczynałby alarmu, gdyby chodziło o jakieś przypadkowe, niezidentyfikowane cząstki, mogące być resztkami dezodorantów. Powodem alertu w Warszawie nie były anonimowe cząstki wysokoenergetyczne, ale całkiem konkretny materiał, znany chociażby z moskiewskiej akcji FSB z 1999 r.

Ostatnią linią obrony pozostało hasło: poczekajmy na badania laboratoryjne. Tylko czy naprawdę panowie mają nas za otępiałych umysłowo? Wszak na lotniskach w przypadku wykrycia materiałów wybuchowych za pomocą takich samych urządzeń, których używano w Smoleńsku nikt nikogo nie kieruje na dodatkowe badania w przylotniskowych laboratoriach, a odczyt spektrometrów jest wystarczający, by podjąć kroki w celu zatrzymania potencjalnego przestępcy.

                                                                                 *   *   *

 

 

„Już pierwsze próbki, zarówno z wnętrza samolotu, jak i poszycia skrzydła maszyny, dały wynik pozytywny. Urządzenia wykazały m.in., że aż na 30 fotelach lotniczych znajdują się ślady trotylu oraz nitrogliceryny. Substancje te znaleziono również na śródpłaciu samolotu, w miejscu łączenia kadłuba ze skrzydłem. Było ich tyle, że jedno z urządzeń wyczerpało skalę. Podobne wyniki dało badanie miejsca katastrofy, gdzie odkryto wielkogabarytowe szczątki rozbitego samolotu.Ślady materiałów wybuchowych nosiły również nowo znalezione elementy samolotu, ujawnione podczas tej właśnie wyprawy do Smoleńska.Wiadomość o odkryciu osadu z materiałów wybuchowych natychmiast przekazano do Warszawy na ręce prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta oraz naczelnego prokuratora wojskowego płk. Jerzego Artymiaka. Prokurator generalny osobiście przekazał informacje premierowi Donaldowi Tuskowi. Od powrotu ze Smoleńska trwają intensywne konsultacje, co dalej robić z tym odkrycie”. (źródło: Rzeczpospolita, C. Gmyz)

 

http://www.wprost.pl/ar/356252/Seremet-dla-Wprost-o-materialach-wybuchowych-uslyszalem-od-prokuratorow/

http://www.rp.pl/artykul/947282.html

 

Martynka
O mnie Martynka

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (42)

Inne tematy w dziale Polityka